Trujące, zawsze raziły mnie wstrętem

W moich wędrówkach po zielonym świecie

I że w siedzibach człowieczeństwa twory

O dzikich rysach, butno-gniewnym wzroku,

Z zimną postawą, obłudnym uśmiechem

Lub samolubnym ciemnoty szyderstwem,

I inne maski plugawe, którymi

Kryje złe myśli owa piękna istność,

Którą my, Duchy, zowiemy człowiekiem.

Ach! I kobiety — co już najwstrętniejsze —