Chichoczą rozgłośnymi, wiecznymi chichoty!
A głąb przepaści, stepy, oceany
I puszcz powietrznych dzika miriada
Od wszech fal i obłoków echem odpowiada
I woła ze mną: «Ty, Duchu przeklęty,
Coś nasz zielony, modry świat bez śladu
Miał zgnieść i strącić w wiecznej zagłady odmęty
Wrzącym obłokiem kamiennego gradu,
A potem stoczyć dziatek moich kości
I wszelki płód mój w jeden martwy kłąb — nicości.