Ona — w samą krew listka, kwiatu woń młodziuchną;

Ona — w obłoki, wiatry i gwiazdy błękitu;

Zmarłym od dawna życia powiekę odsłania...

I piją z jej skrytości ducha zmartwychwstania.

Jak burza, targająca kajdany obłoku

Piorunem i wichrami, ona się rzuciła

Na świat z niepojętego istności pomroku

I wstrząsającym ziemię natarciem skłóciła

Chaos myśli — spokojny, bez ruchu — aż w końcu

Męka, trwoga, nienawiść, jak cienie przy słońcu,