Wyrzekłaś, żem na licu zbladła:

Miłość z rumieńców mnie okradła. — —

Lecz wstyd. Przygasaj, w twarzy płomię11;

wszakci żałobne noszę szaty,

żałoba w całym moim domie;

niezastąpionej płaczę straty.

Przecz12 z żarem igram nieświadomie;

więzień, za ciężkie pchnięta kraty,

żagiew gasnąca w ruin złomie, —

wszakże dług zemsty mam do spłaty?!