NANNA
Matacz202, trzymając w ręku łańcuch, zachwalał go nie inaczej jak handlarz, który by go chciał sprzedać komukolwiek. Mrużył oczy, obracał klejnot w ręku, mlaskał językiem i wreszcie rzekł:
„Jeśli pozwolicie, signora, dam złotnikowi jako zastaw pieniądze, które u was złożyłem. Chciałbym pokazać łańcuch jednemu z moich przyjaciół. Później podejmę sumkę, jaką jestem winien za klejnot, podniosę ją, mówię, tam, gdzie jest płatny ten oblig203”. I ukazawszy skrawek papieru, podstawił nogę tej, co była równie przebiegła jak on.
PIPPA
Jak to podstawił jej nogę? Nie pojmuję!
NANNA
Aby nie dobywać ze skrzyni jubki204, nabitej dukatami z mosiądzu, rzekła: „Weźcie łańcuch, Bogu dzięki, mam jeszcze kredyt u ludzi!”. I obróciwszy się do swego kuma205, pożegnała go skinieniem dłoni. Żak oswobodził dom od swojej czcigodnej osoby.
Nadchodzi wieczór — nie ma go, dzień wstaje — nie zjawia się wcale, znów noc zapada — żadnych wieści! Wówczas signora posłała do człeka, u którego szalbierz przemieszkiwał. Oberżysta wzruszył ramionami i pokazał całą majętność swego gościa: parę starych buciarów206, brudną koszulę i podarty kapelusz. Gdy przyniesiono jej te skarby, pobladła na twarzy niby ten, kogo pokojowiec okradł doszczętnie, osadzając go gołym tyłkiem na lodzie.
Rozbiła skrzynię, podarła żupan zębami i, obaczywszy same liczmany207, nie powiesiła się tylko dlatego, że jej w tym przeszkodzono.