Ponieważ ich talary są z drzewa i ponieważ nam płacą Gloria Patri222. Są oni (tu o wybaczenie ich proszę) czeredą szaleńców zamkniętych w klatce. Jak ci to już wczoraj mówiłam, otwórz im, wpuść ich do komnaty, usadź ich na pierwszym miejscu za stołem, ale nie dawaj im łakoci, jeżeli później tego ciężko żałować nie chcesz. Aliści wracam do mego dworaka, woniejącego223 pachnidłami, bez grosza w kieszeni, całego z mgły utworzonego. Otóż pewnego dnia zaczął się on dobijać do drzwi signory. Wdrapując się na schody z pośpiechem tego, co dobrą nowinę przynosi, zanucił Te Deum Laudamus224, a później pocałował w rękę signorę, która wyszła mu naprzeciw, i zawołał:
„Szatan nareszcie mi dopomógł i z nędznego stanu mnie wyprowadził”.
Poczciwa idiotka wzruszyła się na te słowa i już była twardo przekonana, że umieściła na lichwę225 tę rozkosz, co mu ją dała.
„Cóż się wam tak pomyślnego przytrafiło?” — zapytała.
„Umarł ten wielki bogacz, mój wuj, który nie miał syna ani córki, ani też innego siostrzeńca, krom mnie” — odparł dworak.
„Ach, ach — zawołała dama — Wasza Wysokość mówi o tym starym sknerze226, o którym wiele razy wspominać raczył”.
„Tak, o nim” — rzecze galant.
Chytra młódka, usłyszawszy o dziedzictwie, zaczęła lizać zalotnika po gębie i przez „ty” do niego się obracać227. On zaś był wielce ukontentowany, że uwierzyła w jego wielkość.
PIPPA
Patrzcie no łajdaka!