Dobrze tak głupiej!
NANNA
Mężczyźni, oszukując kurwy, mniemają, że czynią rzecz chwalebną, tak jakby kurwa była świętą Nafissą240, tak jakby gamratki nie musiały płacić czynszu za mieszkania, nie potrzebowały kupować chleba, wina, drzewa, oliwy, świec, mięsa, kur, jaj, sera, wody, a także miejsca dla siebie pod słońcem. Tak jakby mogły chodzić zupełnie nagie, tak jakby kupcy, chcąc je przyodziać, dawali im darmo jedwab, aksamit i brokat! A z czegóż mają żyć? Może przypadkiem z Ducha Świętego? Żołnierze domagają się żołdu od swego dowódcy, palestranci241 nie wystąpią z procesu, póki lubego242 grosza nie obaczą, dworacy wysyłają swoich panów na tamten świat, jeżeli ci są skąpi i nieużyci dla nich, masztalerze243 otrzymują swoją zapłatę i mają z tego swój zysk, że biegają koło strzemienia pańskiego. Jeżeli tedy każde rzemiosło, które trudu wymaga, opłacane być musi, dlaczegóż my miałybyśmy za nic ulegać każdemu, kto nas zapragnie? Ładna historia, piękne rezonowania244 i piękne wynalazki! Na mą duszę, stróże porządku wielkie niedbalstwa popełniają! Wielkorządca245 powinien wydać edykt: „Pod karą ognia” przeciwko każdemu, kto chce oszukać i zwieść biedną kurwę.
PIPPA
Może taki edykt kiedyś ogłoszą?
NANNA
Kiedy rak świstnie246. A teraz chcę ci opowiedzieć o pewnym jegomościu, który u siebie w domu dął się247 i puszył, niby wielki pan, jadł na modłę francuską, pił na modłę niemiecką, a na swym małym kredensie ustawiał dla parady248 półmiski i kubki srebrne. Półmisek i kubek zajmowały miejsce między czterema srebrnymi pucharami, trzema solniczkami i dwiema salaterkami. Stary wszetecznik249 umarłby nagłą śmiercią, gdyby co tydzień gamratki nie zmieniał. Nie chcąc jednakoż swego mieszka otwierać, wymyślił najpiękniejsze szachrajstwo, najzręczniejszy fortel, jaki kiedykolwiek przyszedł do głowy łotrowi, godnemu stryczka. Drab posiadał spódnicę z karmazynowego atłasu, jednakoż bez stanika. Ilekroć sprowadził do swego domu jakąś signorę, aby się z nią pospołu przespać, miał zwyczaj po wieczerzy250 mówić:
„Wasza Wysokość słyszała, ani chybi, o złośliwym figlu, jaki mi wypłatała ta dziewka? Na mą duszę, na jądra świętych młodzianków, nie postępuje się w podobny sposób! Zasłużyła na gorszą rzecz niż na wyrzuty”.
Nie było ani słowa prawdy w tym, co gadał. Signora, dając wiarę jego paplaninie, starała się go ze wszystkich sił przekonać, że nie jest niewdzięcznicą i że nie przyrzeka bez tego, aby nie dotrzymać. Galant chwycił ją za rękę i rzekł:
„Nie przysięgajcie, gdyż wam wierzę! Wiem, że jesteście białogłową, jakiej drugiej na całym świecie nie znaleźć”. Rzekłszy to, przywołał swego pokojowca (nie potrzebuję ci mówić, drogie dziecko, że pokojowiec dobrze wiedział, w czym rzecz) i kazał mu wyciągnąć z szafy ową atłasową spódniczkę. Gdy już ze stołu uprzątniono, dał do zrozumienia damie, że chce tę szatkę złożyć jej w upominku. Spódniczka, pozbawiona stanika, wisiała jak wór na każdej białogłowie, która ją przymierzała. Oszust jeszcze raz przywołał pokojowca i rzekł: