PIPPA

Bardzo jej współczuję.

NANNA

Koniec był jeszcze smutniejszy niż początek. Odstawili ją do domu, w chwili gdy otwierały się kramy lichwiarzy, posadzili ją na grzbiet konia jucznego, zupełnie podobnego do szkap, na jakich handlarze żyta dowożą swój towar na jarmark. Trzeba ci wiedzieć, że najgorsza nawet złodziejka, obita batami, nie najadłaby się tyle wstydu, co ta biedaczka; straciła kredyt282, nie wiedziała, co począć z sobą i umarła ze zmartwienia i rozpaczy. A teraz pomyśl, co mogą mężczyźni wobec tych, które im nie przypadają do gustu, jeżeli mogli dopuścić się podobnego bezeceństwa z dziewczyną, będącą arcywzorem wdzięku i uprzejmości.

PIPPA

Ach, ci mężczyźni!...

NANNA

Pewien kapitan, szlachcic z urodzenia, dzielny, sławny i złośliwy jak sam szatan, przybył do Rzymu w sprawach żołdu i upatrzył sobie pewną kurtyzanę, z którą nie chciał się rozstawać ani za dnia, ani w nocy; dziewczyna nie była co prawda najpiękniejszą z pięknych, ale zawsze miała dosyć urody, żeby przy jej pomocy móc zarabiać na życie; dobrze odziana, czyściutka wokół siebie, jędrna i ponętna jak mało która. Chociaż odmawiała wielu zalotnikom, aby tylko całe dnie i noce z owym kapitanem spędzać, jednak nie martwiła się tym, mówiąc do siebie: „Więcej zarobię z tym jednym, niż stracę, nie przyjmując tamtych”. Zdarzyło się przecież, że nazajutrz rano, skoro świt, kapitan miał odjechać. Nieboraczka sądziła, że Jego Wielmożność, który ją trzymał owego ranka za rękę i jednocześnie szeptał coś do ucha swemu pachołkowi, mówi do sługi: „Daj jej sto talarów”. Tymczasem niegodziwiec kazał jej zarzucić spódnicę na głowę i gnać ją przy świetle pochodni i pod razami dwóch dobrze podkutych butów zimowych przez Borgo Vecchio283, Borgo Nuovo284 i Most285 aż do Chiavica286. Kilku pachołków wzięło się rączo do roboty; taftowym paskiem zawiązali jej spódnicę nad głową; siedzenie jej, białe i okrągłe jak księżyc w pełni, podało się wówczas wszystkim na widok. Cóż to był za piękny tyłeczek! Twardy, mięsisty, ani nie za tłusty, ani nie za chudy, nie za szeroki i nie za wąski, wspierający się na dwóch udach, ustawionych na łydkach śmigłych jak wrzeciona i o wiele ładniejszych niż te małe kolumienki z alabastru, co to otaczają we Florencji podwórzec; te same żyłki, które widać w alabastrze, rysowały się wzdłuż ud i łydek dziewczyny! Podczas gdy spod spódnicy wydobywały się krzyki tak stłumione, jakby ktoś wołał z zamkniętego kufra, pachołcy, choć byli już gotowi do drogi i stali z zapalonymi pochodniami i butami na pogotowiu, tak się zachwycili tymi ślicznościami, że im krew do głowy uderzyła i buty im wypadły z rąk, jakby za sprawą jakichś czarów; tęgie uderzenie kijem przywróciło ich dopiero do przytomności. Podnieśli buty, wypędzili biedaczkę za próg i dalejże ją okładać: ten z tej strony, a tamten z drugiej. Z początku pupcia się zaczerwieniła, potem zsiniała, później sczerniała, aż wreszcie pokazała się krew. Pod wtór287 klaskania butów o ciało cała hołota uliczna wrzeszczała zupełnie w ten sam sposób, jak wrzeszczą chłopcy przyglądający się katowi, gdy ten biczuje przestępcę. Gdy się biedaczka wreszcie obaliła288, ludzie przenieśli ją do domu, gdzie zamknęła się na cztery spusty — była już zupełnie zbezczeszczona przez tę serenadę289 i w pogardzie u wszystkich, którzy się o tej historii dowiedzieli.

PIPPA

O sztylety, na cóż czekacie! Czemu czas tracicie, szpady ostre!