„Jeżeli się Wam wydaje, że Was źle traktujemy, to proszę się złapać za tę rzecz, za którą ja się teraz trzymam”. Hultaj nie przydał już ani słowa więcej, tylko wziął w garść swój trzonek276 i zaczął podśpiewywać:
Smutna wdowa śpi samotnie,
Skarżąc się na los swój srogi,
Gdyby do mnie teraz przyszła,
Zmilkłyby skargi niebogi277
Biedna ofiara swej własnej dobroci i okrucieństwa innych, w chwili gdy słuchała tej pijackiej piosenki, była prawie w takim samym położeniu jak ja, gdy obudziwszy się o świtaniu w lesie Montefiascone278, uderzyłam plecami o ciało powieszonego. Biedaczka nie mogła wybełkotać nawet jednego słowa. Świntuch zaciągnął ją tymczasem do pnia obalonego drzewa migdałowego i o ten pień oparł jej głowę. Podniósł jej suknię i gdy już jej kusia wetknął, gdzie mu się podobało, podziękował jej potem za usługę, waląc ją na odlew po tyłku dwa razy z taką mocą, na jaką go tylko było stać. Był to znak dla drugiego, który ją przewrócił i wraził jej swój mięsisty walec tam, gdzie trzeba, bawiąc się setnie przy tym, bowiem szorstka kora uwierała ją w siedzenie, co ją zmuszało do podskakiwań, chociaż wcale nie miała do tego ochoty; na zakończenie przekoziołkował ją jak małpę. Krzyki nieszczęśliwej zwabiły trzeciego mistrza. Wszystko, co tamci wyrabiali, to tylko niewinne igraszki w porównaniu z tym, jak ją ten trzeci wywracał i miętosił, tkając279 swoje przyrodzenie, gdzie popadło. Nagle z domu, znajdującego się obok winnicy, wypadła cała czereda wałkoniów, drabów, kuchcików i pachołków, którzy z ujadaniem i szczekaniem wygłodzonych i spuszczonych ze smyczy psów rzucili się na nią, jak wróble na okruchy. Moje dziecko, rozpłakałabyś się, gdybym ci opowiedziała po kolei, szczegół za szczegółem, te wszystkie obelgi i cierpienia, jakie owa signora znieść musiała; jak ci nikczemni zaszczali ją od stóp do głowy, w jakich pozycjach ten i ów z jej wdzięków korzystał i jak nieszczęśliwa kurczyła się i jęczała. Powiem ci tylko, że przez całą bożą noc radlowali280 ją bez ustanku; wreszcie, zmęczeni po tym używaniu jej ze wszystkich stron, włożyli jej na głowę wianek z figowych liści i zaczęli ją okładać rózgami wierzbowymi; w tym czasie jeden z żartownisiów czytał głośno całą litanię oskarżeń, wytoczonych przeciwko niej za rzekome czary, i wyliczał oszukaństwa, gusła281, łajdactwa, sprośności, kurewskie kawały, okrucieństwa i lubieżności, jakie sobie tylko wystawić można — a jakie niby to miała ona popełnić.
PIPPA
Doprawdy, że mi ręce opadają.
NANNA
Gdy nastał ranek, uczynili pobudkę z gwizdania, ryków, hukania i klaskania w ręce — robili przy tym więcej hałasu niż chłopi, gdy zobaczą lisa albo wilka. Nieszczęśliwa dziewczyna, bardziej martwa niż żywa, błagała ich najsłodszymi i najbardziej rozczulającymi słowami, by ją nareszcie ostawili w spokoju; oczy miała błyszczące jak w gorączce, policzki zalane łzami, włosy w nieładzie, wargi suche, a sukienkę poszarpaną na strzępy. Wyglądała jak jedna z tych nieszczęśliwych mniszek, wyklętych przez ojca i matkę, co się dostały między nogi Niemców dążących do Rzymu.