O cnoto szlachetna, o święta cnoto!

NANNA

Posłuchaj teraz, jak okrutnym był pewien człowiek, znany na tysiące mil od Calicut312; wyjmuję tę historię prosto z garnka, dlatego też będzie ona jeszcze ciepła, całkiem ciepła. Znamienity ten pan zauważył trafunkiem313 młodziutką dziewczynę, siedemnastolatkę, jak wychylała się lewym bokiem z okna domku, który jej matka odnajmowała — dziewczyna była o wiele piękniejsza niż sześć najpiękniejszych cór Italii razem wziętych; włosy jej były tak złociste i jasne, że na ich widok serce mogło zgorzeć w piersiach. Patrząc na jej wdzięk i dworność, skonać można było z zachwytu. Trudno także, wierę314, wypowiedzieć, ile uroku dodawała jej słodycz, jaką ją los obdarzył. Nędza, która ją odziała — jeśli się nie mylę — w sukienkę z brunatnej wełny, przybraną żółtą lamówką, lepiej oddawała całą wdzięczną postać tej osóbki, niż to uczynić by potrafiły strzępione i jeszcze raz strzępione aksamity, sukna i materie jedwabne, haftowane perłami, jakie noszą królowe. Przyznać trzeba, że piękność jej kształtów nie doszła jeszcze do szczytu, a to dlatego, że dziewczyna żyła w niedostatku; rzadko jadła i piła do syta i nigdy prawie się nie wysypiała. Najwięcej uderzała w niej skromność i jakby wstydliwość, malująca się zawsze na jej obliczu, czy to, gdy się pokazywała w oknie, czy też, gdy stała w progu domku. Nasz przyjaciel tak bardzo poddał się urokowi dziewczyny i tak począł za nią szaleć (niech mi Jego Wysokość wybaczy to słowo), że nie mogąc zaznać ani chwili spokoju, zaczął się rozglądać za stręczycielami; znalazł ich bez wielkiego trudu dzięki sławie imienia i bogactwu swej odzieży, którą co dzień zmieniał — te zmiany są przynętami, za pomocą których łapie się głupców. — Widzę, że się mnie o coś oczami pytasz. Mój pan zwąchał się z niejaką Łucją, przyjaciółką Angeli (tak się nazywała ta cnotliwa dzieweczka), i chociaż pewna jestem, że i ją oszwabił315, załóżmy jednak, że między nimi nic nie zaszło! Całował ją, brał ją za rękę, przyrzekał jej złote góry, i aby ją sobie jeszcze więcej zjednać, dał jej słowo, że będzie ojcem chrzestnym jej jedynego synka. Łucji paliło się pod nogami, tak jej pilno było; oczarowana przez tego jegomościa, bardzo prędko potrafiła zjednać sobie siostrę Angeli, która popełniła wielki błąd, słuchając namów i przyrzeczeń. Niewiele czasu upłynęło i ślub już naznaczony został.

PIPPA

Jestem pewna, że nikt by mnie tak prędko nie złapał.

NANNA

Nie bądź taka pewna. Nawet święta Petronela316 nie oparłaby się namowom siostrzyczki, która ci co dzień do głowy kładzie rozkosze i szczęśliwość, jakie na cię czekają. Powiedz sama, która z nas nie podniosłaby spódnicy, gdyby jej tak w kółko pletli: „To najlepszy, najmilszy, najładniejszy i najszlachetniejszy człowiek pod słońcem; kocha cię, ubóstwia cię i sam powiedział, że jeden pukiel twoich włosów, że jedno twoje oko więcej ceni niż wszystkie skarby świata, przysięga, że jak tylko się dowie, że go nie chcesz, zostanie pustelnikiem”.

PIPPA

I dziewczyna uwierzyła?

NANNA