PIPPA
Starucha umiała dobrze ją zachwalać.
NANNA
Tak mniej więcej mówiła ta miła kobiecina. Przez ten czas nasz jegomość łaskotał palcem sutki dziewczyny i w pewnej chwili z trochę przebiegłym uśmiechem rzekł: „Czy aby jesteś zdrowa, panienko? Czy nie masz świerzby albo jakiej innej choroby?”. Starucha odpowiedziała za młódkę: „Proszę bardzo, na Boga proszę, Jaśnie Panie, rozbierzcie ją. Ona miałaby mieć świerzbę, ona miałaby być chora!?... Ha, ha! Jest zdrowa jak karp, a jej ciało więcej się boi brudów niż ona sama świństw i sztuczek złodziejskich. Zapewniam Jaśnie Pana, że cyrklem można by mierzyć jej kształty. Jest w sam raz dla pana — tak samo jak trójnóg jest w sam raz dla kociołka, w którym się czarninę339 gotuje, przecież was nie zmuszam, nie namawiam, żebyście ją wzięli, i nie chcę nic zrobić z lekkiej ręki, broń Boże, ja, Jaśnie Panie, nie jestem dzisiejsza, jużem z niejednego pieca chleb jadła i sroce spod ogona nie wypadłam. Umiem łazić po dachówkach i gzymsach bez trzewików na nogach!”.
PIPPA
Co za dziwna mowa.
NANNA
Jest to mowa z jej stron... Przyznaj sama, że jak się takiej mowy słucha, to zupełnie jakby się słuchało dawnych piosenek, tych, co to w nich wszystko jasno jest wyłożone!
PIPPA
Dobrze mówicie, mateczko!