NANNA

Przekonasz się, moja kochana, że niedługo wrócimy do dawnej mowy, tak jak już wróciliśmy do dawnej mody w ubraniach. Niech kto, co chce, gada, ale przecież wąskie rękawy wykurzyły do wszystkich diabłów szerokie. Pantofle nie są już tak wysokie jak szczudła; tak samo i ludzie, co naprawdę umieją rozmawiać, nie chcą już tak pleść trzy po trzy, jak się to dawniej zdarzało, zrozumieli bowiem, że takie próżne gadanie na nic się nie zda, chyba tylko na to, żeby je dać świniom do koryta, zamiast pomyj; pomyśleć tylko, co za banialuki, jakie głupstwa i bzdury te gaduły napleść potrafią. Ale dajmy temu wszystkiemu spokój! Ów szlachcic zaczął się pomalutku, powolutku dobierać do dziewczyny, a zwróciwszy się do staruchy, rzekł: „Matko, jeśli zezwolicie, to ta panienka zostanie tutaj z moją siostrą”. Powiedział to dosyć głośno, tak by owa rzekoma siostra mogła jego słowa usłyszeć; siostra wylazła z kąta, wzięła rajfurkę za rękę i dotąd ją prosiła, aż się kobiecina zgodziła na pozostawienie swego towaru; ugłaskana potem kilku słowami wyniosła się, a ta mała głuptaska, nasyciwszy dobrze ogiera, poszła wkrótce tam, skąd przyszła; na pożegnanie dał jej ów szlachcic parę dobrych słówek: że się nią zajmie, że jej da znać, że już zrobi, co do niego należy...

PIPPA

Co za świństwo, żeby nawet jej nie zapłacić!

NANNA

Wiesz, Pippo, do czego był podobny dom tego łobuza, gdy się rozeszła wiadomość o jego wielkich zamiarach wobec tej dziewczyny, która by chciała z nim wyjechać?

PIPPA

Skądże bym miała wiedzieć, mateczko?

NANNA

Do placu Navona340, gdy się na nim odbywa targowisko końskie; jak te szkapy, stojące na rynku z pięknie zaczesanymi grzywami i zaplecionymi ogonami, wyczyszczone, z wyglansowanymi341 siodłami, ze strzemionami gotowymi do zamiany na każdą nogę, z równo ułożonymi cuglami i wyświeconymi wszystkimi częściami metalowymi uprzęży, jak te szkapy, powiadam, wyglądały te biedne stworzenia — panienki; każda wykrygowana, ile się tylko dało, wystrojona w sukienki swoje własne albo w cudze; każda w łożu i poza łóżkiem robiła, co mogła, żeby tylko pozyskać sobie tego pana, u którego chciała pozostać. A tymczasem tego hycla342 toczył najokropniejszy szankier343 francuski, jakiego kiedykolwiek wielki pan posiadał. Nie przeszkadzało mu to jednak wcale, tak że pakował swój korek do każdej szyjki, że swoją miotłą przeczyszczał wszystkie kominy i że każdej panience zapuszczał jakby pętlicę344 śmiertelną, na której oby jak najprędzej sam zawisł; po jednym, dwóch, trzech albo najwyżej czterech dniach nasz wielki pan z wielkim choróbskiem wyrzucał dziewczynę za drzwi i mówił: „Ta jest za mądra, tamta źle wychowana, a owa jak tyka”. Jednej miało śmierdzieć z gęby, druga pozbawiona była wszelkiego wdzięku. Ale każdą ładną czy brzydką, mądrą czy głupią obdarzał okrutną spuścizną swego choróbska i każdej dawał dobrą część swoich wrzodów, swoich szankrów i swojego łamania po kościach — taką miały zapłatę! A jego choroba była tak pięknie rozwinięta, że po krótkim czasie panienkom zaczęły wypadać włosy na głowie, pod pachami, między nogami i nawet im brwi wychodziły, powiadam ci, tak im te włosy wychodziły, jakby kto wziął i kapłona345 w wrzątku oskubał — po pewnym czasie zostały wszystkie bez jednego zęba w ustach, biedne, biedne stadko zbłąkane... Teraz już wiesz, co potrafią mężczyźni, wiesz czy nie wiesz?