„Ponieważ Wasza Wysokość pragnie, abym przypomniał sobie rzeczy, które mnie napełniają odrazą do mej pamięci, opowiem tedy59, jak to cesarzowa świata stała się niewolnicą Hiszpanów, a takoż rzeknę o wszystkich niedolach i nieszczęściach, jakie widziałem. Jakiż jednak Żyd, Niemiec czy Turek mógłby być tak okrutny, aby opowiadać o tych rzeczach bez tego, by nie pęknąć od żalu60 i boleści?”. Później przydał: „Pora już na spoczynek, signora, bowiem gwiazdy mierzchną61 na niebie. Jeżeli jednak macie wolę dowiedzenia się o nieszczęściach naszych, rozpocznę moją historię, chocia62 jest ona dla mnie rozdzieraniem ran niezabliźnionych”. Po tych słowach zaczął opowiadać o ludzie, który chcąc zaoszczędzić sześć dukatów63, pozwolił się obłupić ze skóry.

Pewnego dnia poszły w Rzymie słuchy, że lancknechty64 niemieckie zbliżają się do murów miasta, aby koniec świata uczynić. Jeden mieszczuch mówił do drugiego: „Zabieraj swoje manatki i czmychaj65!”. Wielu uciekłoby, gdzie pieprz rośnie, gdyby ich nie wstrzymało zdradzieckie obwieszczenie: „Pod karą stryczka!”. Gdy to obwieszczenie wiadomym się stało, tchórzliwy lud jął zakopywać dukaty, naczynia srebrne, klejnoty, naszyjniki, szaty i wszystkie szacowne66 przedmioty. W zbiorowiskach pospólstwa każdy gadał to, co mu do głowy przychodziło o materii67 przerażenia, jakie duszami wszystkich owładnęło. Od czasu do czasu kapitanowie i dowódcy (niechaj im kat świeci!) przechodzili i odchodzili na czele oddziałów żołnierzy. Gdyby odwaga zasadzała się na pięknych kaftanach, lśniących butach i szpadach, dobre przyjęcie spotkałoby Hiszpanów i Niemców! Baron opowiadał, jak to pewien pustelnik wrzeszczał na ulicach: „Odprawiajcie pokutę, mnisi! Czyńcie pokutę, złodzieje, i proście o zmiłowanie, bowiem godzina kary zbliża się już wielkimi krokami”. Aliści ich pycha nie miała uszu! Jednakoż68 skryby69 i faryzeusze70 zebrali się koło krzyża na Monte Mari71, do czego pustelnik nawoływał. Gdy słońce błysnęło na puklerzach72 wojsk wrażych73, blask ten przeraził tchórzów zebranych na wałach, bardziej niźli74 blask błyskawicy lub huk gromu. Nikt nie myślał o tym, co przedsięwziąć należy, aby odeprzeć zbliżających się nieprzyjaciół. Wszyscy szukali oczami jakiejś dziury, przez którą by czmychnąć mogli. W tej chwili wszczął się piekielny rumor w stronie75 Monte San Spirito76. Nasi dzielni wojacy od parady czynili w pierwszym natarciu wrażenie tych, co umieją jakąś rzecz zrobić od pierwszego zamachu; później już niezdatni są do niczego. Chcę rzec, że zabili Bourbona77 i że, pochwyciwszy siła78 sztandarów, zanieśli je do pałacu, wrzeszcząc: „Wiwat, wiwat, hura!”. Od tych okrzyków ziemia i niebo ogłuchnąć by mogły. Gdy już sądzili, że zwycięstwo odnieśli, zniesione zostały barykady na Monte i nieprzyjaciel uczynił pasztet z pospólstwa nieprzyjmującego udziału w bitwie; później posunął się aż do Borgo79. Stamtąd niektórzy przebrali się80 przez most i dotarli aż do Banchi81, aliści wkrótce cofnęli się z powrotem. Powszechnie mniemają, że dobra duszyczka Zamku Świętego Anioła82, gdzie nasz poczciwiec83 schron84 znalazł, nie chciała ostrzeliwać wrogów z dwóch przyczyn: aby nie puszczać na wiatr pigułek i prochu i aby nieprzyjaciół w jeszcze gorszą kolerę85 nie wprawiać. Troskano się86 tylko o spuszczenie sznurów, by przy ich pomocy wciągnąć na górę kleryków87, których już ogień w tyłki prażył. Lecz oto noc nastała; z pierwszym mrokiem nieprzyjacielskie zastępy rozlały się z Zatybrza88 po całym Rzymie. Wrzask bije w niebo, słychać huk wywalanych bram, każdy ucieka, chowa się i lamentuje. Krew leje się na ulicach, powszędy mord się szerzy, wzięci na tortury krzyczą okropnym głosem, więźniowie zeznania składają, białogłowy wydzierają sobie włosy, starcy drżą; całe miasto przewraca się do góry nogami. Szczęśliwy ten, co zginął od pierwszej kuli, lub ten, kto, leżąc ranny, został przez kogoś podniesiony z ziemi. Któż jednak przedstawić zdoła okropności podobnej nocy? Mnisi, braciszkowie, kapelani i pospólstwo uzbrojone — wszyscy pospołu tłoczyli się w grobowcach, bardziej martwi niż żywi. Nie było już jednego zakątka, jednej dziury, jednej studni, dzwonnicy czy jamy, która by się nie zapełniła ciżbą89 ludzką. Osoby czcigodne na pośmiewisko wystawiano, deptano po ich szatach lub pluto na nie. Nie szczędzono domów, szpitali ani kościołów. Bezbożnicy wtargnęli nawet w te miejsca, gdzie mężczyzna pokazywać się nie waży, zmuszali także białogłowy, aby wchodziły tam, gdzie klątwa spotyka każdą kobietę, gdy tylko przez próg przestąpi. Serce się ściskało, gdy się patrzyło na mężów, czerwonych od krwi i przyzywających swoje zaginione żony głosem, który by mógł pobudzić do szlochu marmurowy głaz z Koloseum90. Baron opowiadał signorze to, co ja tobie powtarzam, a gdy doszedł do lamentów, jakie w Zamku papież czynił, przeklinając tego, co mu słowa nie zdzierżył91, wylał tyle łez, że w tych śluzach mógłby snadnie92 oczy swoje zatopić. Później, nie będąc w stanie wykrztusić choćby jednego słowa, zamilkł.

PIPPA

Jak to być może, aby współczuł nieszczęściu papieża, będąc wrogiem księży?

NANNA

Ponieważ nie jesteśmy gorszymi chrześcijanami niźli księża i ponieważ dusza winna dbać o swoje sprawy. Oto dlaczego baronem takie strapienie owładło93, iż signora podniosła się, ścisnęła go dwa razy z wylaniem94 za rękę i odprowadziła do gościnnej komnaty, gdzie ostawiła95, życząc mu dobrej nocy; później zasię sama na spoczynek się udała.

PIPPA

Dobrzeście uczynili96, mateczko, skracając tę historię. Nie mogłabym was dalej słuchać, łez nie roniąc.

NANNA

Opowiedziałam ci jeno97 ułomek98, utykając na jedną nogę i wtajemniczając cię to w jeden szczegół, to w drugi; przez ten cały czas skupiałam dopiero swoją pamięć. Potem nigdy do końca nie dojdziemy, tyle się bowiem znajdzie bezeceństw99 w moich wspomnień saku100. Gdybym ci chciała opowiadać o wszystkich mordach, łupiestwach101 i gwałtach dokonanych w domach, gdzie zbiegowie sądzili się być bezpiecznymi102, mogłabym łacno103 ściągnąć na się nienawiść ludzi, którzy mniemają, że nikt nie wie o tym, w jaki sposób zarzynali oni swoich przyjaciół.