NANNA

Wręczył jej mitrę48 z brokateli49, którą Jego Świątobliwość, papież, miał na głowie w popielcową środę, parę sandałów przybranych złotą lamówką, zdobiących stopy papieża w ów dzień, gdy Jan Mateusz50 je całował, pastorał51 jednego z papieży, gałkę z obelisku, klucz wydarty przemocą z rąk świętego Piotra, strażnika niebieskich schodów, obrus służący do cichej mszy52 w Watykanie i nie wiedzieć ile jeszcze relikwii, które, zgodnie z tym, co mówił, przed zachłannością swoich wrogów ocalić zdołał. Później pojawił się grajek, zawołany mistrz w grze na skrzypcach, i dobrze swój instrument nastroiwszy, jął53 śpiewać różne androny54.

PIPPA

Cóż on śpiewał, mateczko?

NANNA

Śpiewał o nienawiści gorąca do zimna i zimna do gorąca, wyjaśniał, dlaczego lato ma dni długie, a zima krótkie, mówił o pokrewieństwie, jakie zachodzi między piorunem a grzmotem, między grzmotem a błyskawicą, błyskawicą a chmurą i chmurą a pogodą. Tłumaczył, gdzie się znajduje deszcz, gdy pogoda panuje, i gdzie się ukrywa pogoda, kiedy deszcz pada. Opowiadał o śniegu, gradzie, szronie i mgle, o gospodyni zamtuza55, która wstrzymuje się od śmiechu, słysząc płacz, a takoż wstrzymuje się od płaczu, śmiech słysząc. Później rozwodził się szerokimi słowy56 nad ogniem płonącym na dnie błyszczących pucharów i nad tym, czy konik polny śpiewa skrzydłami czy też gardłem.

PIPPA

Piękne są to sekrety!

NANNA

Jej Oświeconość, signorę, która słuchała śpiewu tak, jak zmarli Kyrie eleison57 słuchają, otumaniły już całkiem dworne maniery barona oraz jego szczebiot. Ponieważ, jak jej się zdało, żyła na świecie tylko wówczas, gdy ten człek gadał, jęła więc wypytywać się go o papieży i kardynałów. Później błagała go, aby jej wytłumaczył, jak to mnisia przebiegłość mogła zginąć w pazurach drapieżnych łap. Baron, chcąc spełnić jej prośbę, dobył z piersi westchnienie, jakie się wymyka kurwie, ilekroć ta obaczy dobrze nabity mieszek58, i rzekł: