NANNA
Jak tylko owa donna usłyszała o spadku, zaraz poczuła, że serce jej mocniej bije i że skacze z radości w piersiach; drożąc się364 trochę, zrobiła skromną minę, pokiwała głową, zasznurowała wargi i ledwo otwierając usta, powiedziała: „Nic mnie te spadki nie obchodzą”.
Mnicha schwyciła złość ogromna, tak że wykrzyknął: „Z jakiej to gliny jesteście ulepieni, skoro nie możecie dać innej odpowiedzi, kiedy was los per Dominum Nostrum365 tak uracza? A poza tym, czy znajdzie się taki heretyk albo żyd, który by gotów był wziąć na siebie zgubę cudzej duszy, pomyśl nad tym, moja córko, ubierz się duchem i biegnij do umierającego w oka mgnieniu. Zdaje mi się — ciągnął klecha — jakbym jego głos słyszał — »Wyzdrowieję, jeśli ona przyjdzie«”.
Chcę, żebyś wiedziała, Pippo, że do spraw spadkowych diabeł się miesza. Biedaczka, poganiana przez wielebnego ojca, ruszyła do domu swego byłego kochanka, a gdy doszła do jego drzwi, zapukała z taką pewnością siebie, jaką mają tylko gospodarze domu. Gdy tylko rozległo się „puk-puk”, ów messire366, leżący jak umarły na łóżku, chociaż mu nic nie było, kazał jej otworzyć; dziewczyna przesadziła schody dwoma susami, rzuciła się kochankowi na szyję i ucałowała go w milczeniu, bo łzy, które nie były udane, chociaż nie były i zupełnie prawdziwe, przeszkadzały jej mówić. Przybycie jej wskrzesiło go. Podniósł się z łoża zdrów jak ryba i rzekł: „Jedźmy do majętności, którą ci zapisałem, umierając. Pragnę, abyś ją sobie wzięła, wiem bowiem, że wyzdrowiałem dzięki twojej dobroci”.
Wyruszyła z nim w drogę; gdy myślała, że już we władanie majętności obejmuje, została wydana na łup czterdziestu kmieciom, którzy tego dnia zebrali się w pewnej ruderze, pozbawionej okien. Manna sama im do gęby wpadła.
PIPPA
Rzucono zatem poziomkę w paszczę niedźwiedzia?
NANNA
Gdybym ci rzec chciała, jak wyglądały owe zardzewiałe machiny, które na pokaz z portek wydobyli, musiałabym je przyrównać do rogów ślimaka; nie jest jednak rzeczą obyczajną mówić o tych rzeczach, dlatego też nie chcę ci opisywać gestów, jakie czynili, wlewając przy podniesionych śluzach wodę do młyna. Dość na tym, że ją wstrząsali i tarmosili na sposób swojej wsi. Więcej uwagi zwracała na rzodkiew tkwiącą w pieczeni niźli na swoją cześć i honor, podarte na strzępy.
Kmiecie nasycili się wreszcie, zebrawszy do jednej beczki całą swoją oliwę. Wówczas biedaczkę, podrapaną na całym ciele, położono na derę367, której cztery końce czterech drabów trzymało. Chłopi bawili się setnie, patrząc jak skacze ku górze tak wysoko, że przez pół godziny w powietrzu zostaje; szatki jej i koszula, podniesione przez wiatr, odsłaniały słońcu jej biały miesiąc368. Gdyby im łapy nie zmartwiały z utrudzenia, skakałaby jeszcze do tej pory.