NANNA
Nie przerywaj mi tedy i słów z powrotem do gardzieli nie wpychaj!
PIPPA
Należy, abym przykładała wagę do wszystkiego, co się mnie tyczy!
NANNA
Aha! Już przypominam sobie! Chodzi tutaj o pewnego króla, a nie o rzekomego doktora czy rzekomego kapitana, lecz o króla, o prawdziwego króla, powiadam! Ów monarcha na czele ogromnych, uzbrojonych zastępów wtargnął w granice państwa drugiego władcy, swego nieprzyjaciela. Złupiwszy i splądrowawszy doszczętnie kraj, jął nękać srogim obleganiem miasto, gdzie pospołu ze swą córką i żoną schronił się tamten król, starający się daremnie różnymi ofiarami zmiękczyć swego wroga. Wojna przeciągała się; król, który chciał gród zdobyć, musiał się napocić, co się zowie! Miasto było tak silnie obwarowane, że nawet Jan Medyceusz436, to znaczy Mars437 we własnej osobie, nie zdołałby tu nic sprawić, choćby i gród ostrzeliwał do woli z kolubryn438, zasypywał go pociskami i strzałami. Król, który swoje miasto w skale wykuł, pluł ogniem na harcowników439. Jednemu zrywał kulą łeb z karku, drugiego pozbawiał ramienia albo prawicy, innych znów wysyłał w powietrze na setkę mil wysoko! Aliści pewnego dnia jakiś czart zbliżył się do córki nieszczęsnego króla i szepnął jej do ucha: „Wyjdź na wały, a obaczysz najdzielniejszego i najpiękniejszego z wszystkich młodzieńców na świecie!”.
Ledwie tych słów dokończył, gdy młódka wybiegła na blanki440. Rozpoznawszy młodzieńca po ogromnym federpuszu, chwiejącym się na jego hełmie, i po srebrnej opończy441, która blask promieni słonecznych zaćmiewała, o mało ze skóry nie wyskoczyła. Gdy tak pożerała wzrokiem króla, jego rumaka i zbroję, ów nagle jednym susem dopadł bramy twierdzy i potrząsnął mieczem, chcąc zabić pewnego żołnierza, który, utykając na jedną nogę, przed nim uchodził; w tej chwili pękł rzemień jego szyszaka442 i hełm spadł mu z głowy. Wówczas dziewica obaczyła jego oblicze; jagody były podobne do płatków róży, pot, który z powodu nadmiernego utrudzenia na nich się perlił, przypominał rosę spływającą w kielichy kwietne, gdy te otwierają się od słońca.
PIPPA
Zmierzajmy prędzej do kresu!