Rzucam się do okna i wołam: „Dobrze więc! Niech twój pan znęca się nad słabą, bezbronną kobieciną, niechaj pali moje domostwo i mienie niszczy. Ja kocham tylko mego dobrodzieja, który mnie z upadku podźwignął, podniósł do siebie i uczynił tym, czym jestem. Serce moje na wieki mu już oddałam! Jeśli potrzeba zajdzie, umrę dlań z ochotą!”.

W tej chwili wyłażą zza węgła moi faryzeusze i okrutny zgiełk czynią, tak jakby było ich ze dwie setki.

Jeden z nich odzywa się grzmiącym głosem z hiszpańska: „Pożałujesz swych słów, stara ladacznico! A tego kogucika zmokłego, któremu grzebień głaszczesz, rozsiekam tu na drobne kawałeczki, giuro a Dios155”.

Ja zaś powiadam: „Uczynicie, jak zechcecie, ale nierycerska to rzecz bezbronnym gwałt zadawać”.

Chciałam jeszcze dalej pyskować, lecz mój kłapouch blady i drżący ze strachu pociągnął mnie za suknię, mówiąc: „Zaklinam cię, na rany boskie, ani słowa więcej, ci Hiszpanie posiekają mnie jak sałatę!”.

Wepchnął mnie w głąb komnaty, a gdy się cała awantura skończyła, zaczął mi dziękować za szacunek, jakim jego osobę otaczam — końca tym uniesieniom i zachwytom nie było!

Dziękował mi goręcej, niż więzień strażnikom dziękuje, którzy z okazji sierpniowych uroczystości wrota mu na wolność otwierają156.

Nazajutrz z rana kazał mi uszyć wspaniałą suknię z żółtego atłasu. Odtąd jednak nie śmiał już pokazywać się na ulicy wieczorem i po Ave Maria nie opuściłby progów swego domu za żadne skarby świata!

Drżał przed Hiszpanami, obawiając się, że mu poseł skórę wygarbować każe.

Tym niemniej przy każdej sposobności zwykł był mawiać, mrugając znacząco okiem: „Posłowie? Phi! Strachy na lachy! Moja kochanka — to ci dopiero umie panów posłów urządzać”.