— Mówiłem.
— Nieprawdaż — to zdaje się, że nieraz pożytecznie działa i działa rozważnie, i posiada rozwagę, a jednak sam siebie nie zna z tej strony, że jest rozważny.
XII. — O, to — powiada — Sokratesie, to nigdy nie może zajść. Ale jeśli ty uważasz, że z tego, na com się poprzednio zgodził, to z konieczności wynika, to ja bym może coś z poprzednich twierdzeń zmienił — nie wstydziłbym się przyznać się, żem coś niesłusznego powiedział raczej, niżbym się kiedy zgodził, że człowiek, który siebie samego nie zna, jest rozważny. Ja po prostu uważam, że to właśnie jest rozwaga: znać siebie samego. Ja się zgadzam z tym, który w Delfach36 taki napis położył u stóp Boga. Mam wrażenie, że ten napis pobożny to jest jakby słowo powitania ze strony Boga, skierowane do tych, którzy wchodzą, zamiast zwyczajnego „ciesz się”37. Bo to nie jest właściwe słowo to „ciesz się” i nie należy sobie nawzajem tego zalecać, tylko: rozwagi! Więc to Bóg tak się odzywa do tych, którzy wchodzą do świątyni — inaczej nieco, niż się witają ludzie. To właśnie miał na myśli autor tego napisu, moim zdaniem. I oto mówi Bóg do każdego, który wchodzi, nie co innego, tylko: „Rozważny bądź!” powiada. Trochę zagadkowo się wyraża, jak wieszczbiarz. Bo to: „Poznaj siebie samego!” i to: „Rozważny bądź!” to jest jedno i to samo, jak mówią napisy i ja. Łatwo mógłby ktoś pomyśleć, że to o coś innego idzie. Mam wrażenie, że to się przytrafiło autorom późniejszych napisów, jak ten: „Niczego nad miarę!” i ten: „Poręka, a tuż nieszczęście”. Im się zdawało, że „Poznaj siebie samego!” to jest pewna rada, a nie powitanie ze strony Boga, skierowane do wchodzących. Więc oni sami chcieli też nie mniej dobre rady złożyć u stóp bóstwa i stąd się wzięły te napisy. A dlaczego mówię to wszystko, Sokratesie, to jest taka rzecz: ja ci zostawiam i odstępuję to wszystko, co się poprzednio mówiło. Bo może być, żeś ty mówił o tych rzeczach coś słuszniejszego, może być, że ja, ale tak bardzo jasnego nie było nic w tym, cośmy mówili. A teraz ja mam stanowisko i mam ochotę bronić go wobec ciebie, jeżeli się nie zgadzasz, że rozwaga to jest poznanie siebie samego.
XIII. — Wiesz, Kritiaszu, ty się tak do mnie odnosisz, jakbym ja mówił, że sam dobrze wiem to, o co pytam, i jeżeli tylko zechcę, zgodzę się z tobą. A to nie tak jest — ja przecież za każdym razem szukam razem z tobą tego, co przed nami; szukam, bo sam nie wiem, jak to jest. Muszę się zastanowić i wtedy dopiero powiem, czy się zgadzam, czy nie. Więc poczekaj, niech się zastanowię.
— Owszem, rozważ to sobie — powiada.
— Więc też ja — mówię — rozważam. Jeżeli rozwaga to jest poznanie czegoś, to jasna rzecz, że to musi być pewna wiedza i musi dotyczyć pewnego przedmiotu. Czy nie?
— Owszem — powiada — dotyczy; siebie samego przecież.
— Nieprawdaż, istnieje też wiedza lekarska i dotyczy zdrowia?
— Tak jest.
— Więc gdybyś mnie tak — powiadam — zapytał: ta wiedza lekarska dotyczy zdrowia i na co się nam przydaje i co nam wytwarza, tobym powiedział, że nam przynosi niemały pożytek. Wytwarza nam przecież zdrowie, a to piękny wytwór. Czy przyjmujesz to?