— Nie.
— Więc czymś nieśmiertelnym jest dusza?
— Nieśmiertelnym.
— No więc. Zatem to chyba zostało dowiedzione, powiemy? Czy tak myślisz?
— I to całkiem wystarczająco, Sokratesie.
— Więc cóż — powiada — Kebesie? Gdyby „to, co nieparzyste”, było bezwzględnie niezniszczalne, czyż nie byłaby i trójka niezniszczalna?
— Zapewne.
— Nieprawdaż, i gdyby „to, co nieciepłe” było bezwzględnie niezniszczalne, to ilekroć by ciepło przyszło do śniegu, śnieg musiałby ustąpić, ale niezmieniony, cały, niestopiony? Bo aniby zginąć nie mógł, ani strzymać i przyjąć ciepłoty.
— Prawdę mówisz — powiada.
— I tak samo myślę, że gdyby „to, co niewystygłe”, było niezniszczalne, to ilekroć by do ognia przychodziło coś zimnego, ogień by nigdy nie gasnął i nie ginął, tylko by się cały i nietknięty oddalał i odchodził precz.