Nikiasz: Co do mnie, Lachesie, to ja nie przyznaję męstwa ani zwierzętom, ani niczemu innemu, co z głupoty nie doznaje strachu wobec rzeczy strasznych, żadnej obawy nie zna i jest głupie. Czy myślisz, że ja męstwo przyznam także wszystkim dzieciom, które z głupoty nie boją się niczego? Ja uważam, że nie bać się i być mężnym, to nie jest jedno i to samo. Ja uważam, że męstwo i myślenie o tym, co będzie, przysługuje bardzo mało komu, a śmiałość i zuchwałość, i brak obawy na tle niemyślenia o przyszłości — bardzo wielu i mężczyznom, i kobietom, i dzieciom, i zwierzętom. Więc te istoty, które ty nazywasz mężnymi, a wielu innych też tak mówi — ja je nazywam śmiałymi, odważnymi, a mężnymi tylko istoty rozumne, o których ja mówię.
XXVI. Laches: No popatrz, Sokratesie, jak on siebie samego — prawda — przystraja tym, co mówi — tak mu się zdaje. Wszyscy się zgadzają, że to są istoty mężne, a on im ten zaszczyt próbuje odebrać.
Nikiasz: Nieprawdaż, Lachesie, ja tak robię. Ale bądź dobrej myśli. Ja mówię, że ty jesteś mądry i Lamachos też, jeżeli jesteście mężni; podobnie jak wielu innych Ateńczyków.
Laches: Ja już nic na to nie powiem, abyś nie powiedział, że ze mnie prawdziwy ajksończyk41.
Sokrates: I nie mów, naprawdę, Lachesie. Mam wrażenie, żeś nie zauważył, że on tę mądrość wziął od naszego znajomego Damona, a Damon blisko żyje z Prodikosem42, a ten bodaj że najpiękniej spośród uczonych rozróżnia takie wyrazy.
Laches: Z tym też i więcej do twarzy uczonemu, z tymi figlami i subtelnościami niż człowiekowi, któremu państwo powierza u siebie godność naczelnika.
Sokrates: Wypada przecież, żeby stojący na czele czegoś największego miał i rozum największy. Ja mam wrażenie, że Nikiasz zasługuje na rozpatrzenie: co właściwie ma na oku, kiedy ustala ten wyraz: męstwo.
Laches: To już ty sam rozpatruj, Sokratesie.
Sokrates: Mam zamiar zrobić to, mój drogi. Ale nie myśl, że zrzekam się spółki z tobą w dyskusji; więc uważaj i razem ze mną rozpatruj to, co się mówi.
Laches: Niech i tak będzie, jeśli uważasz, że trzeba.