Kleon podjechał do wyspy, wysadził na ląd wojsko w przeważającej sile i bez wielkiego trudu wziął hoplitów spartańskich do niewoli, z których już tylko trzystu było pozostało. Tych trzystu posłał jako jeńców do Aten ku swojej wielkiej chwale. Chciano ich tam ściąć — ale Nikiasz wstawił się za nimi i darowano im życie.
Z Sycylii wróciła flota ateńska niedługo, nic tam nie uzyskawszy. Nikiasz nie stracił mimo to popularności w Atenach; został znowu wodzem i staczał nawet zwycięskie potyczki na Peloponezie. W jednej z nich — z Koryntem to było — poległ wódz nieprzyjacielski i zwycięstwo zostało przy Ateńczykach, którzy też zaraz wznieśli wspaniały pomnik zwycięstwa. Ponieważ jednak pokonanym wrogom zaczęły nadchodzić spóźnione, ale coraz to większe posiłki, uważali Ateńczycy za najlepsze chronić się co prędzej wraz z chwałą na stojące w pobliżu okręty. Wtem doniesiono, że zostały na polu dwa niepogrzebane trupy ateńskie. W tej chwili wyprawił Nikiasz, który był tę bitwę wygrał, herolda do nieprzyjaciół z prośbą, żeby pozwolili tych dwóch biedaków pochować. Wedle pojęć helleńskich13 równała się taka prośba przyznaniu się do przegranej. Nikiasz dobrze wiedział o tym — wolał jednak uchodzić za pokonanego, niż uchybić swemu poczuciu obowiązku wobec umarłych. Ambicja wodza nie była jego najsilniejszą dyspozycją duchową.
Ateny wojowały dalej bez powodzenia. W jesieni w roku 424 tysiąc hoplitów ateńskich padło na polu bitwy z Beotami pod Tanagrą. Kolonie sycylijskie Aten uległy Syrakuzom, miasta trackie zrzuciły jarzmo ateńskie, ufając w pomoc Spartan. Dlatego w lecie w 422 roku wyprawił się na północ Kleon na czele floty ateńskiej; ale zginął w potyczce pod Amfipolis. W tej samej, w której ze strony przeciwnej padło tylko siedmiu Spartan, ale między nimi padł także król spartański Brazydas. Teraz droga do pokoju zdawała się otwarta. Gorąco też zaczął nad zawarciem pokoju pracować w Atenach Nikiasz i rzeczywiście udało mu się na wiosnę w roku 421 zawrzeć ze Spartą pokój, którego tak gorąco pragnął. W Atenach wypuszczono na wolność jeńców spartańskich, wziętych przed kilku laty na Sfakterii. Wdzięcznym sercem pamiętali to Nikiaszowi Spartanie.
Pokój jednak nie trwał długo. Już w następnym roku, a to może właśnie był rok, w którym Platon wyobrażał sobie odbycie się naszego dialogu, wybrano w Atenach wodzem naczelnym, zamiast Nikiasza, ambitnego, młodego Alkibiadesa14. Ten od razu zawarł przymierze z Argos, z Mantineją i z Elidą przeciwko Sparcie. Doszło do bitwy sprzymierzonych ze Spartanami pod Mantineją w roku 418, w której, jakeśmy mówili, padł Laches. Nikiasza czekała jeszcze jedna — już ostatnia — wyprawa wojenna. Nie chciał jej, odradzał, bronił się przeciw niej, ale było mu pisane inaczej. Alkibiades parł do nowej wyprawy morskiej przeciw Syrakuzom. Pilno mu było do laurów. Nikiasz odradzał i przeciwstawiał się awanturniczym, daleko sięgającym planom, jak umiał. Skutek był taki, że w roku 415 Ateny wystawiły flotę ze stu trzydziestu czterech okrętów z pięcioma tysiącami hoplitów na pokładzie — siły na owe czasy olbrzymie i na czele tej — zdawało się niezwyciężonej armady — postawiły Alkibiadesa z Nikiaszem i z Lamachosem w dodatku.
Alkibiadesa zaraz odwołano z drogi; był podejrzany o to, że nocą poutrącał posągi Hermesa15 z pomocą kompanów równie wolnomyślnych jak sam, że sobie w domu urządzał dla gości takie sceny, jakie z nabożeństwem pokazywano podczas misteriów w Eleusis16, a nie były to sceny przeznaczone dla młodych panien ani dla dzieci. Alkibiades wrócił; ale do Sparty.
Naczelne dowództwo zostało w ręku Nikiasza. Ten podjechał pod Syrakuzy w lecie w roku 415. Syrakuzy były zgoła nieprzygotowane do obrony. Sparta była daleko i nie miała żadnej floty do użycia. To budziło w Nikiaszu otuchę. Nike17 uśmiechała się do swego imiennika. On jednak zarządził przede wszystkim odpoczynek dla floty po tak długiej podróży morskiej, a że i zima była niedaleko, więc na razie okręty ateńskie mokły cicho w portach Katany i w Naksos, a hoplici kosztowali win sycylijskich, aby dopiero na wiosnę w roku 414, przy dobrej pogodzie, rozpocząć oblężenie Syrakuz. Bez wielkiego trudu udało się Ateńczykom wjechać z flotą do portu, a nawet zająć Wysoki Zamek syrakuzański, który panował nad miastem. Przy tej sposobności zginął Lamachos i Nikiasz został sam przy naczelnym dowództwie. Że w Sparcie o tym wiedzą, co się pod Syrakuzami dzieje, i że tam już od zimy budują na gwałt okręty na odsiecz, tego się Nikiasz nie domyślił, Spartanie zresztą nie zbudowali tych okrętów zbyt wiele. Do wiosny roku 414 mieli ich tylko cztery wszystkiego, ale i z tymi czterema puścił się wódz spartański Gylip na odsiecz Syrakuzom. Sprytny, wylądował pod Himerą, na północnym brzegu Sycylii. Zebrał około trzy tysiące ludzi spośród osad sprzymierzonych z Syrakuzami i pociągnął lądem na odsiecz. Tego się już zupełnie Nikiasz nie spodziewał. Był zdumiony, że Gylip zajął miasto i zdobył Wysoki Zamek, że Syrakuzom zaczęły z wielu stron nadchodzić posiłki, że armii ateńskiej wypadało się teraz bronić zamiast atakować. Stwierdzał też, że jego flota, po roku służby i wypoczynku w portach, była już mało zdatna do użytku. Na szczęście dostał posiłki z Aten. Przyszło stamtąd jeszcze sześćdziesiąt pięć nowych okrętów z pięcioma tysiącami hoplitów pod wodzą Demostenesa. Ten wjechał z tym wszystkim w lecie w 413 roku do portu Syrakuz i rozpoczął walkę o Wysoki Zamek. Odparto go jednak i poniósł ciężkie straty.
Nie zostawało teraz nic innego, jak czym prędzej wodą uciekać do domu. Postanowiono odwrót. I byłaby się flota ateńska jakoś uratowała, gdyby nie to, że właśnie w nocy 27 sierpnia 413 roku zaszło zaćmienie księżyca, a wieszczkowie wyłożyli Nikiaszowi, że to bardzo zły znak od bogów. Wobec tego Nikiasz, człowiek pobożny, wstrzymał odjazd. Skorzystała z tego, wzmocniona tymczasem, flota syrakuzańska, zamknęła go w porcie i zniszczyła mu połowę okrętów. Reszta już i tak nie była wiele warta.
W tym nieszczęściu próbował lądem ujść na północ i ratować się może przez port Katany — ale droga już była zamknięta. Więc z dwudziestoma tysiącami niedobitków, już mało zdatnych do boju, pociągnął na południe. Demostenes z sześcioma tysiącami ludzi szedł w tylnej straży. Odcięto ich i rozgromiono. Demostenes zginął. We wrześniu w roku 413 zginął i Nikiasz po klęsce nad rzeczką Asinaros. W przepaścistych kamieniołomach syrakuzańskich dokonali nieszczęsnego żywota ci żołnierze ateńscy, którzy po tym pogromie jeszcze pozostali przy życiu. Podobno darowywano wolność tylko tym, którzy umieli na pamięć ody Pindara18. Nie wiadomo, ilu takich było. W tym czasie Platon miał już czternaście lat.
Imię Nikiasza skreślili Ateńczycy z listy wodzów i żołnierzy, wyrytej na kolumnie pamiątkowej. Ich potęga morska stała się odtąd tylko wspomnieniem. Nawet Platon, choć włożył mu w dialogu własne myśli w usta i potraktował go z widoczną sympatią, jednak imię jego pominął w tytule. Tak smutno — w Atenach mówiono nawet, że tak haniebnie — skończył wódz cieszący się powszechnym zaufaniem. Człowiek wykształcony i poczciwy, prawy, bezinteresowny, pobożny, sympatyczny w stosunkach osobistych, może nawet osobiście mężny i tak trafnie przewidujący klęski wojenne — z wyjątkiem tych, do których się sam przyczynił.
Kiedy śledzić postać Nikiasza w naszym dialogu, kiedy zwracać uwagę na to, co on mówi i jak mówi, i jak się zachowuje, nie można się oprzeć wrażeniu, że Platon dał tutaj jego portret charakterystyczny, a nie jakiś, do nikogo niepodobny, schemat. To jest właśnie ten człowiek.