Zadanie dialogu to: rozwinąć określenie męstwa wraz z trudnościami, które się z tym wiążą. Inaczej: próbować dojrzeć, co to właściwie jest męstwo. Tak, jak je rozumieją ludzie, którzy się nim odznaczają sami, i jak je przede wszystkim Platon sam rozumiał. A ponieważ w pojęciu męstwa znajdą się trudności, zachęcić do przemyślenia zagadnień, które wynikną.
Sokrates sam definicji nie poda, będzie tylko kierował dyskusją. Myśli, zdaniem Platona, słuszne usłyszymy z ust obu czynnych uczestników właściwej rozmowy: od Lachesa, a przede wszystkim od Nikiasza.
Żeby jednak czytelnikowi odpowiedzieć na możliwie pytanie, skąd i jakie właściwie ma Sokrates kwalifikacje do mówienia o męstwie i o wychowaniu i czemu tej dyskusji tutaj nie prowadzi jakiś żołnierz, jakiś fachowy nauczyciel rzeczy wojskowych, buduje Platon pierwszą połowę dialogu. Tu zobaczymy i tych obywateli cywilnych, którzy na oślep, po omacku, szukają mistrzów dla swoich synów, i tego fachowego nauczyciela rzeczy wojskowych, Stezileosa, i dwóch poważnych, tęgich żołnierzy o wyższym poziomie umysłowym. Pokaże się, że przygotowania do porad pedagogicznych nie ma właściwie nikt; a najlepsi spośród obecnych oglądają się na Sokratesa i dają mu uzasadnione wotum zaufania: niech mówi i niech prowadzi rozważania. Dlaczego? Dlatego, że on wierzy naprawdę w to, co mówi, i potrafi tak postępować, jak mówi; stąd jego słowa zgadzają się stale z czynami. Zatem jego osoba budzi zaufanie, a jego zamiłowania zwracają się do zajmowania się młodzieżą. Pierwsza część dialogu, od rozdziału pierwszego do piętnastego włącznie, to wprowadzenie Sokratesa na katedrę jako przewodniczącego. Dopiero druga część to rozważanie właściwe.
Jeżeli Platon pisał ten dialog już jako kierownik własnego wyższego zakładu i przewodniczący ateńskiego towarzystwa filozoficznego — Akademii — to wolno przypuszczać, że miał na myśli nie tylko legitymowanie Sokratesowych dawnych rozpraw o męstwie, ale równocześnie legitymowanie i własnych roztrząsań na ten temat. On sam też był żołnierzem za młodu, a duch Sokratesa panował w Akademii.
Ale posłuchajmy już i samych postaci Platońskich. Mamy przed sobą grupę z siedmiu osób. Dwaj wojskowi: Laches i Nikiasz, dwaj staruszkowie: Lizymach i Melezjasz, dwaj chłopcy, a mianowicie: Arystydes, syn Lizymacha, i Tukidydes, syn Melezjasza — ci odzywają się tylko jeden raz, unisono — i z boku, na szarym końcu, Sokrates. Rozpoczyna Lizymach, nie zwracając zupełnie uwagi na Sokratesa, jak by go w ogóle nie było w towarzystwie.
Laches
Osoby dialogu:
- Lizymach
- Melezjasz
- Nikiasz
- Laches
- Synowie Lizymacha i Melezjasza
- Sokrates
Lizymach: Więc widzieliście, Nikiaszu19 i Lachesie20, ten popis fechtmistrza, walczącego w ciężkiej zbroi. Ale z jakiego powodu myśmy, to jest: ja i ten tutaj Melezjasz, zaprosili was do towarzystwa na to przedstawienie, tegośmy wtedy nie powiedzieli, ale teraz powiemy. Uważamy, że wobec was trzeba mówić otwarcie. Bo są ludzie, którzy się z takich rzeczy śmieją i jeżeli się ich ktoś będzie radził, to za nic by nie powiedzieli, co myślą, tylko zgadują z miny tego, który o radę pyta, i mówią wbrew własnemu przekonaniu. A co do was, to uważamy i to, że macie kwalifikacje do tego, żeby rzecz rozpoznać należycie, i rozpoznawszy, z pewnością powiecie po prostu swoje zdanie. Dlatego poprosiliśmy was na naradę w pewnych sprawach, które chcielibyśmy wspólnie z wami omówić.
A o co chodzi i dlaczego ja tutaj robię taki długi wstęp, to jest taka rzecz: my mamy synów — tych tutaj. Ten jest jego; nosi imię dziadka: Tukidydes. A mój znowu ten. Po dziadku się i ten nazywa, po moim ojcu. Arystydesem go nazywamy. Otóż my uważamy, że trzeba się nimi zainteresować, jak tylko można, a nie robić tak, jak to się zwykle dzieje, kiedy chłopcy podrosną: pozwala się im robić, co chcą. My właśnie teraz zaczynamy o nich dbać ze wszystkich naszych sił. A wiemy, że i wy macie synów, i myślimy, że jeśli kto, to wyście się musieli zastanawiać nad tym, jak by też ich prowadzić, aby się stali jak najlepsi. A jeżeliście może — jak to nieraz bywa — nie zwracali uwagi na coś w tym rodzaju, to żeby wam przypomnieć, że nie trzeba tej rzeczy zaniedbywać, i namówić, abyście się jakoś zajęli synami — razem z nami.