— Sprzeczamy się o to — powiada.
— Prawda, i który z was dwóch lepiej urodzony, o to się pewnie też spieracie — powiedziałem.
— Tak jest — powiada.
— I z pewnością o to, który piękniejszy, tak samo.
Zaśmiali się obaj.
— Ale z pewnością nie o to — powiedziałem — który z was bogatszy; o to się nie będę pytał. Jesteście przecież parą przyjaciół. Czy nie?
— Tak jest — powiedzieli obaj razem.
— Nieprawdaż, wspólna jest dola przyjaciół, powiadają; tak, że oto nie będziecie się wcale różnili, jeżeli prawdę mówicie o przyjaźni.
Zgodzili się.
IV. Miałem zamiar zapytać potem, który by z nich dwóch był sprawiedliwszy i mądrzejszy. Ale tymczasem wszedł ktoś i zawołał Meneksenosa, aby wstawał, bo mówił, że go woła nauczyciel gimnastyki. Zdaje mi się, że na niego wypadała kolej składania ofiary. Więc on pobiegł, a ja zacząłem pytać Lizysa: — Prawda, Lizysie — powiedziałem — mocno ciebie kocha ojciec i matka?