— W takich warunkach on żyje — powiada.
— A czy nie prawda, że im bardziej go będą za takie postępowanie nienawidzili obywatele, tym liczniejszych i tym wierniejszych będzie potrzebował gwardzistów?
— Jakżeby nie?
— Ale którzy to będą ci wierni? I dokąd on ma po takich posyłać?
— Sami — powiada — zaczną się masami zlatywać, jeżeli im da żołd.
— Ty, zdaje mi się, znowu o jakichś trutniach mówisz, na psa! — dodałem. — O takich z obcych stron i z różnych rodzajów.
— I słusznie ci się zdaje — powiedział.
— No cóż, a na miejscu nie chciałby ich sobie wybrać?
— Jak?
— Niewolników zabrać obywatelom, wyzwolić ich i wciągnąć ich do swojej gwardii.