— To — powiada — że on jest o wiele nieszczęśliwszy od wszystkich innych.
— To — dodałem — to jeszcze nie jest zdanie słuszne.
— Jak to? — powiada.
— Mam wrażenie — ciągnąłem — że ten typ jeszcze nie jest taki w najwyższym stopniu.
— A kto właściwie?
— Może być, że ten ci się wyda jeszcze mniej szczęśliwy od tamtego.
— Jaki?
— Ten — ciągnąłem — który by, naturę mając despotyczną, nie spędził życia w zaciszu prywatnym, tylko by miał to nieszczęście i jakimś przypadkiem dostałaby mu się dyktatura do ręki.
— Wnoszę — powiada — na podstawie tego, co się poprzednio powiedziało, że ty mówisz prawdę.
— Tak jest — dodałem. — Ale takich rzeczy nie trzeba tylko mniemać; trzeba je doskonale rozpatrzyć w następującym toku myśli. Chodzi przecież o rzecz największą, o życie dobre i złe.