— Zatem i to niemożliwe — mówię — żeby i bóg chciał się sam zmieniać, ale zdaje się, że najpiękniejszym i najlepszym, jak tylko być może, każdy z nich zostaje i jest zawsze prosty w swoim własnym kształcie.
— To ze wszech miar konieczne — tak mi się zdaje.
— Więc niech nam żaden poeta, dobra duszo, nie mówi, że:
bogowie do obcych podobni
Wygląd swój odmieniają, zwiedzając miasta śmiertelnych.110
I niech nikt nie szerzy kłamstw o Proteuszu111 i o Tetydzie112, i niech w tragediach ani w innych poematach nie wprowadza Hery zmienionej w kapłankę i zbierającej dla:
życie dających synów Inacha113, co Argos114 opływa.115
I niech nam nikt innych podobnych kłamstw nie opowiada. A znowu matki, które się takich rzeczy nasłuchały i nimi przejęły, niech dzieci nie straszą, opowiadając mity nieładne, że jakoby bogowie jacyś spacerują po nocy, niby to widma jakichś wędrowców najrozmaitszych i nie wiadomo skąd, bo przez to równocześnie bogów obrażają i zaszczepiają ludziom skłonność do lęków.
— Nie powinny — powiada.
— A może to — dodałem — bogowie sami się nie zmieniają, a tylko tak robią, że nam się przywidują ich różnorodne postacie — tak nas mamią i czary rzucają?