XI. Gość: A zobaczmy cechę wyróżniającą wszystkich pasterzy od królów.

Młodszy Sokrates: Jaką?

Gość: Czy ktoś inny, noszący nazwę wziętą od innej umiejętności, nie mówi i nie ma do tego pretensji, że on też razem z królem pasie tę trzodę.

Młodszy Sokrates: Jak mówisz?

Gość: Jak na przykład kupcy i rolnicy, i chleboroby wszystkie, a oprócz nich gimnastycy i plemię lekarzy; czy wiesz, że oni wszyscy gotowi są ze wszech miar spierać się z pasterzami ludzi — tak nazwaliśmy polityków — że to oni dbają o wypasanie ludzi, i to nie tylko o ludzi należących do stada, ale także o tych, którzy nad stadem panują?

Młodszy Sokrates: A czy niesłusznie by to mówili?

Gość: Może być. I nad tym się zastanowimy. Ale to wiemy, że z pasterzem bydła nikt się nie będzie o żadną z tych rzeczy spierał, on sam jest trzody bydła pasterzem, sam jest jej lekarzem, sam jakby swatem, a jeżeli chodzi o narodziny potomstwa, on sam jeden tylko zna się na akuszerii. A jeżeli idzie o zabawy i o muzykę, o ile tylko jego wychowankowie mają w tym udział z natury, to nikt inny nie potrafi lepiej niż on kierować nimi łagodnie, czarować ich i uspokajać, przy pomocy instrumentów i samymi ustami, wykonując najlepiej muzykę potrzebną jego trzodzie. I taka sama sprawa z innymi pasterzami. Czy nie?

Młodszy Sokrates: Zupełnie słusznie.

Gość: Więc jak się nam ma wydawać słusznym i bez zarzutu określenie dotyczące króla, kiedy my go przyjmiemy jako wyłącznego pasterza i hodowcę trzody ludzkiej, wyłączywszy go spośród mnóstwa innych, którzy się z nim o to spierają?

Młodszy Sokrates: W żaden sposób.