Gość: Więc prawda, że słusznie baliśmy się przed chwilą i podejrzewali, że może tam i trafimy w coś na kształt króla, ale nie wypracujemy chyba wyraźnie i dokładnie typu polityka, zanim nie odsuniemy od niego tych, którzy się naokoło niego roją i rywalizują z nim o to, że pasą z nim wspólnie. Trzeba go od nich oddzielić i pokazać go samego, na czysto.
Młodszy Sokrates: Zupełnie słusznie przecież.
Gość: Więc to musimy zrobić, Sokratesie, jeżeli nie mamy się na końcu zawstydzić tego określenia.
Młodszy Sokrates: O nie. Do tego żadną miarą dopuścić nie trzeba.
XII. Gość: Więc na powrót, od innego punktu wyjścia, trzeba iść jakąś inną drogą.
Młodszy Sokrates: Jaką?
Gość: Może tak, dolejemy trochę zabawy. Bo trzeba będzie użyć w dodatku znacznej części wielkiego podania, a poza tym, to tak jak przedtem odrywać wciąż cząstkę od cząstki, aż dojdziemy na końcu tego, czego szukamy. Trzeba, nieprawdaż?
Młodszy Sokrates: Tak jest.
Gość: Ale na to moje podanie bardzo uważaj. Tak jak dzieci. I tak niedalekoś odbiegł od lat igraszek dziecięcych.
Młodszy Sokrates: No, mów tylko.