Młodszy Sokrates: Chyba tak.

Gość: Więc czemu my się temu dziwimy, Sokratesie, ile to się nieszczęść zdarza w takich ustrojach i ile ich się jeszcze będzie zdarzało, skoro one spoczywają na takim fundamencie: o biegu spraw decydują u nich prawa pisane i obyczaj, a nie wiedza. Każda inna umiejętność oparta na takiej podstawie — to zobaczy każdy — musiałaby zmarnować wszystko, co przy jej pomocy powstaje. Czy też bardziej powinniśmy się dziwić temu, jak bardzo wytrzymałe jest państwo z natury? Bo dzisiaj państwa znoszą taki stan od niepamiętnych czasów, a jednak niektóre wytrzymują i nie upadają. Niejedno i nieraz tak jak okręt tonie i ginie, i niejedno już zginęło, a inne jeszcze będą ginęły dlatego, że podłych mają sterników i marynarzy. Oni są pogrążeni w najgłębszej niewiedzy o rzeczach najbardziej doniosłych, nie mają żadnego pojęcia o sprawach państwa, a zdaje się im, że pod każdym względem posiedli tę wiedzę najjaśniej ze wszystkich umiejętności.

Młodszy Sokrates: Święta prawda.

XLI. Gość: Więc który z tych niesłusznych ustrojów jest najmniej przykry, żeby w nim żyć zbiorowo, chociaż wszystkie są przykre, a który jest najbardziej nieznośny? Musimy to jakoś dojrzeć, choć to rzecz małej wagi w stosunku do tego, co teraz mamy przed sobą. Jednakże na ogół wszyscy czynimy może wszystko ze względu na to właśnie.

Młodszy Sokrates: No, trzeba. Jakżeby nie?

Gość: Zatem powiedz, że spośród trzech form ustroju jedna jest osobliwie przykra, a zarazem najłatwiejsza.

Młodszy Sokrates: Jak mówisz?

Gość: Nic innego, tylko to mówię, że monarchia, rządy małej garstki i rządy wielu to są te trzy formy ustroju, wymienione na początku tego toku myśli, nad którym się w tej chwili szeroko rozwodzimy.

Młodszy Sokrates: A były wymienione.

Gość: Więc każdy z nich rozetnijmy na dwoje i zróbmy ich sześć, a ustrój słuszny oddzielmy od nich — on będzie siódmy.