Młodszy Sokrates: To widać, że to tak jest i tak bywa, i trzeba tak zrobić, jak mówisz.
Gość: Nieprawdaż? I tych, którzy biorą udział w tych wszystkich rządach, z wyjątkiem ustroju opartego na wiedzy, trzeba oddzielić, bo to nie są politycy, tylko partyjniacy, którzy stoją na czele największych złudzeń i sami są złudzeniami. To są najwięksi imitatorzy i czarodzieje, i spośród wszystkich sofistów najwięksi sofiści.
Młodszy Sokrates: Zdaje się, że ta nazwa najsłuszniej w świecie przesuwa się na tak zwanych polityków.
Gość: No dość już. To rozegrało się przed nami po prostu jak dramat. I jak się mówiło, widać było jakiś pochód centaurów i satyrów, który by trzeba oddzielić od umiejętności królewskiej. A teraz go, choć z trudnością, oddzieliliśmy.
Młodszy Sokrates: To widać.
Gość: Zostaje jeszcze jeden, jeszcze przykrzejszy od tamtego. Bo i spokrewniony z typem królewskim, i trudniej go rozpoznać. Ja mam wrażenie, że z nami jest tak jak z tymi, co oczyszczają złoto.
Młodszy Sokrates: Jak?
Gość: Oni tam ziemię i kamienie, i wiele innych rzeczy oddzielają naprzód, ci robotnicy. A potem zostają domieszki, spokrewnione ze złotem i cenne, które tylko przy pomocy ognia można wydobyć, jak miedź i srebro, a czasem i stal. Te trzeba z pomocą prób i zagotowywania z trudem oddzielać, aż się nam ukaże to tak zwane szczere złoto — samo jedno i samo w sobie.
Młodszy Sokrates: A mówią, że to się tak robi.
XLII. Gość: Otóż w tym samym sensie wypada i nam teraz oddzielić od wiedzy politycznej wszystko, co inne i co obce, i dalekie od niej, a zostawić to, co jej pokrewne i cenne. A do tych należy chyba strategika i wiedza sędziowska, i umiejętność mówców, tak bliska wiedzy królewskiej, bo nakłania do tego, co sprawiedliwe, i razem z nim steruje biegiem spraw w państwach. W jaki by to sposób najłatwiej je odłączyć i pokazać nagim i odosobnionym tego, którego szukamy samego w sobie?