— Tak — powiada.
— A może bojaźliwi gotowi iść na coś, czego się nie ma co bać, a odważni na to, co straszne?
— No, tak przecież powiadają ludzie, Sokratesie.
— Słusznie, ale ja się nie o to pytam, tylko ty sam powiedz, na co to gotowi iść ludzie odważni? Czy na to, co straszne, i to iść w mniemaniu, że to straszne, czy też na to, co nie?
— Ależ to — powiada — zostało wykazane w twoim wywodzie przed chwilą, że to niemożliwe.
— Masz i tu rację — powiedziałem. — Jeżeli to zostało wykazane słusznie, to znaczy, że nikt się nie rzuca na coś, co sam uważa za straszne.
Zgodził się.
— A prawda, że jedni i drudzy gotowi są iść na to, czego się nie boją, i bojaźliwi, i odważni. W tych warunkach jedni i drudzy gotowi iść na to samo.
— Ale gdzież tam, Sokratesie — powiada. — Przecież to właśnie wprost przeciwne jedno drugiemu: to, na co gotowi się rzucać odważni, i to, na co pójść potrafią bojaźliwi. Ot, już na wojnę jedni chcą iść, a drudzy nie chcą.
— A czy to rzecz piękna: iść na wojnę, czy szpetna?