Sokrates: Ja wiem, przyjacielu. Ale jedno się im, doprawdy, trafia. Jeżeli im kiedyś wypada w prywatnej rozmowie rozprawiać o tym, co ganią, i zechce który mężnie długi czas trwać na placu, a nie uciekać, podwinąwszy ogon, wtedy przedziwnie, przyjacielu, zaczynają się w końcu nie podobać nawet samym sobie w tym, co mówią, i ta ich wymowa jakoś się kurczyć zaczyna i schnąć, tak że bodaj niczym się od małych dzieci nie różnią. Ale dajmy im już pokój, bo i tak mówimy to tylko na marginesie niejako. Jeżeli nie, to napływa coraz to obfitszy materiał, gotów on zalać rozważania rozpoczęte. Więc wróćmy do tego, co przedtem, jeżeli i ty masz ochotę.

Teodoros: Ja takich rzeczy słucham nie bez przyjemności. Mnie, w tym wieku, nawet łatwiej teraz dotrzymać kroku. Ale, jeśli wola, to wróćmy do poprzedniego tematu.

XXVI. Sokrates: Nieprawdaż, gdzieś tutaj byliśmy w rozważaniu: mówiliśmy o tych, którzy przyjmują zmienność istoty rzeczy, i że to, co się każdemu wydaje, to też istnieje — dla tego, któremu się wydaje. Poza tym uparcie twierdzą — przede wszystkim w dziedzinie zagadnień moralnych — że z całą pewnością, cokolwiek państwo przyjmie za sprawiedliwe, wedle swego mniemania, to też i jest sprawiedliwe dla niego, pokąd obowiązuje. A tylko jeśli o dobro chodzi, to jeszcze nikt nie był taki odważny i nie ośmielił się walczyć o to, że cokolwiek państwo przyjmie u siebie jako pożyteczne, wedle swego mniemania, to też i jest pożyteczne, jak długo obowiązuje. Chyba żeby szło tylko o słowo. Ale to by były kpiny z naszych rozważań. Więc nigdy?

Teodoros: Oczywiście.

Sokrates: Więc nie mówmy o słowach, tylko o rzeczy, którą w szacie słów rozważamy.

Teodoros: Nie mówmy więc o słowach.

Sokrates: Tylko o tym, co one znaczą. Do tego przecież zmierza państwo, które prawa ustanawia. Państwo wszystkie prawa układa według najlepszej wiedzy i wedle możności, bo je uważa za możliwie najbardziej pożyteczne. Czy coś innego ma państwo na oku, kiedy prawa ustanawia?

Teodoros: Nigdy w świecie.

Sokrates: A czy i trafia za każdym razem, czy też i chybia celu — niejedno?

Teodoros: Myślę, że i chybiają nieraz.