Zmierzch czasów starożytnych

Plutarch jest wyrazem kończącego się poganizmu, mimo że tylko mało dzieli go od monoteizmu. Ale nie jest on jedynym. I inni filozofowie rzymsko-greccy zatrzymali się w przedsionku tych nowych zdobyczy duchowych. Seneka57 powiada:

Homo res sacra homini” (jeden człowiek jest dla drugiego świętością).

„Żyjcie z ludźmi, jak gdyby bogowie na was patrzyli, a zwracajcie się do bogów, jak gdyby ludzie was słyszeli”.

„Gdzie jest człowiek, tam jest miejsce na dobrodziejstwo — obojętnie, czy jest to niewolnik, czy człowiek wolny”.

Nie jest to więcej język owych prawodawców greckich, którzy zabierali niewolnikowi ciało i duszę i jak Solon58 odmawiali mu prawa do miłości59. Czasy są zmienione. Nie tylko we filozofii, ale i w życiu codziennym, nie tylko duchowo, ale i cieleśnie niewolnik miał nadzieję wyzwolenia się. W Rzymie spotyka się tysiące tego rodzaju wyzwolonych albo też niewolników-filozofów, którzy filozofią „wyzwalali” ludzi wolnych.

W tym zmienionym nastroju czuć wpływ wschodu. A wschód jest w pełnym pochodzie ku zachodowi. W Rzymie można ofiarować i znaleźć świątynie wszystkich kultów pogranicznej Azji. Wszystkie te kulty mają adeptów w arystokracji i plutokracji60 rzymskiej. Pomiędzy tymi kultami znajduje się też kult żydowski i kult Chrystusa. Ale podczas gdy wszelkie religie są tolerowane, na te dwa obrządki, a zwłaszcza na gminy chrześcijańskie, patrzy się z niechęcią.

Powody niechęci ku gminom chrześcijańskim były różne. Jeden z bardzo ważnych: w Rzymie pozwalano ofiarować wszelkim bogom, pod warunkiem że „Cezar, imperator rzymski, będzie uznawany jako bóstwo”. Pomnik Cezara musiał znajdować się w każdej świątyni, jak obecnie portret głowy państwa w każdym urzędzie. Było to niejako znakiem lojalności wobec państwa. Co do czci bałwochwalczej, to przypomina ona zresztą pewne zjawisko dni dzisiejszych w tym samym kraju. We Włoszech powiada się obecnie: „Mussolini jest mitem; biada temu, kto dotknie się tego mitu w sposób świętokradczy”.

Chrześcijanie, nie uznając boskości Cezara, ściągali na siebie nienawiść rządów. Bezpośrednią przyczyną wojny rzymsko-żydowskiej było też niedopuszczenie pomnika Cezara do Świątyni w Jerozolimie61.

Chrześcijanie owych czasów nie tylko nie składali ofiar Cezarowi, ale odnosili się w sposób agresywny do religii państwowej i do ceremonii narodowych. Wyznawcy Chrystusa atakowali zwyczaje i urządzenia państwowe. Odczuwano w nich ciągły protest. Niemniej, a może właśnie dlatego chrystianizm zdobywał sobie coraz nowych wyznawców; ale nie wśród sfer o kulturze filozoficznej. Sfery te, jak widać z popularności rozmaitych kultów w Rzymie, miały wprawdzie silną nostalgię religii, ale od chrześcijaństwa stroniły, jako że działał zbyt rewolucyjnie i żądał czynów. Człowiek o wykształceniu filozoficznym staje się sceptykiem, gdy żąda się od niego czynów. Czyny należą do mas. A masy w Rzymie były nędzne i wyczekiwały cudów. Człowiek zawsze oczekuje cudów, gdy nie może sobie sam pomóc. W Jerozolimie wyczekiwano Mesjasza, a w Rzymie wyczekiwano na małe cuda. Roi się w tym czasie od małych cudotwórców, od ludzi przepowiadających przyszłość i wszelkiego rodzaju szarlatanów.