— Czemu nie śpiewasz dalej, przyjacielu? — spytała się miss Nevil.

Ruchem głowy majtek ukazał jej twarz, wychylającą się z przepierzenia: był to Orso, który wyszedł rozkoszować się blaskiem księżyca.

— Skończcież piosenkę — rzekła miss Lidia — bardzo mi się podobała.

Majtek nachylił się ku niej i rzekł bardzo cicho:

— Nie chcę zadawać rimbecco nikomu.

— Jak to? Rim...?

Majtek, nie odpowiadając, zaczął gwizdać.

— Zeszedłem panią na tym, że jednak zachwyca się pani Morzem Śródziemnym, miss Nevil — rzekł Orso, zbliżając się. — Niech pani przyzna, że nie widuje się gdzie indziej takiego księżyca.

— Nie patrzałam nań. Byłam cała pochłonięta studiami nad korsykańskim morzem. Ten majtek, który śpiewał żałobną pieśń o niewymownym tragizmie, przerwał nagle w najpiękniejszym miejscu.

Majtek pochylił się, jak gdyby dla lepszego odczytania busoli, i pociągnął silnie miss Nevil za futro. Jasne było, iż pieśni tej nie można śpiewać w obecności porucznika Orso.