— Nie, to angielskie fuzje pułkownika. Są równie dobre jak piękne.
— Chciałabym bardzo — rzekła Kolomba — abyś i ty miał podobną.
— Oczywiście, że jedna z tych trzech należy do della Rebbii — wykrzyknął pułkownik. — Zanadto dobrze się nimi posługuje. Dzisiaj czternaście strzałów, czternaście sztuk zwierzyny.
Natychmiast wszczął się pojedynek na szlachetność, z którego Orso wyszedł zwyciężony, ku wielkiemu zadowoleniu siostry, co łatwo można było poznać z wyrazu dziecinnej radości, jaki błysnął na jej twarzy, przed chwilą tak poważnej.
— Wybieraj, drogi chłopcze.
Orso wzbraniał się.
— Dobrze więc, niech siostrzyczka wybierze za pana.
Kolomba nie dała sobie dwa razy powtarzać: wzięła fuzję najmniej strojną, ale był to znakomity manton65 dużego kalibru.
— Ta — rzekła — musi dobrze nieść kule.
Zakłopotany brat rozwodził się w podziękowaniach, kiedy bardzo w porę zjawił się obiad i przeciął sytuację. Miss Lidia spostrzegła z zachwytem, iż Kolomba, która wzdragała się nieco siąść do stołu i ustąpiła jedynie pod spojrzeniem brata, uczyniła, jak dobra katoliczka, znak krzyża, nim się wzięła do jedzenia.