— Widzę, że pani bardzo kocha poezję — rzekła. — Jakże zazdroszczę pani rozkoszy, iż będziesz mogła czytać Dantego jako nową książkę!

— Widzi pani, miss Nevil — rzekł Orso — jaką potęgę mają wiersze Dantego, jeśli mogą tak wzruszyć tę małą dzikuskę, znającą tylko swój Ojcze nasz... Ale mylę się: przypominam sobie, że Kolomba należy do cechu. Dzieckiem72 jeszcze, bawiła się układaniem wierszy i ojciec pisał mi, że jest największą voceratrice73 na całą Pietranera i dwie mile wkoło.

Kolomba rzuciła bratu błagalne spojrzenie. Miss Nevil wiedziała ze słyszenia o korsykańskich improwizatorkach i umierała z ochoty, aby którą posłyszeć. Jakoż zaczęła prosić Kolomby, aby jej dała próbkę swego talentu. Wówczas Orso sprzeciwił się, bardzo nierad, że tak nie w porę przypomniał sobie talenty poetyckie siostry. Ale daremnie przysięgał, że nie ma nic mniej interesującego niż korsykańska ballata, daremnie się zaklinał, że recytować korsykańskie wiersze po poezji Dantego znaczy zdradzać swój kraj; tym więcej jedynie podrażnił kaprys miss Nevil, i w końcu zmuszony był powiedzieć siostrze:

— Więc dobrze! Zaimprowizuj, ale coś krótkiego.

Kolomba westchnęła, wlepiła przez chwilę uważny wzrok w obrus, następnie w strop; wreszcie, przysłaniając ręką oczy jak owe ptaki, które czują się bezpieczne i myślą, że ich nikt nie widzi, kiedy nie widzą same, odśpiewała, lub raczej wypowiedziała niepewnym głosem, następującą serenatę:

MŁODA DZIEWCZYNA I DZIKI GOŁĄB

W dolinie, daleko za górami — słońce pojawia się tylko na godzinę w dniu — jest tam w dolinie posępne domostwo — i trawa rośnie tam na progu. — Drzwi, okna zawsze są zamknięte. — Nigdy dym nie wznosi się z dachu. — Ale w południe, gdy zjawi się słońce, otwiera się wówczas okno — i siada w nim sierota, przędąc na kołowrotku — przędzie i śpiewa przy pracy — śpiew żałoby i smutku; ale żaden śpiew nie odpowiada jej głosowi. — Jednego dnia wiosną — dziki gołąb usiadł na sąsiednim drzewie — i usłyszał śpiew młodej dziewczyny. — Dziewczyno, rzekł, nie ty jedna płaczesz, okrutny jastrząb wydarł mi towarzyszkę. — Gołębiu dziki, pokaż mi jastrzębia rabusia — choćby był tak wysoko jak chmury — wnet zestrzelę go na ziemię. — Ale mnie, biednej dziewczynie, któż odda mi brata — brata mego, żyjącego hen, w dalekim kraju? — Młoda dziewczyno, powiedz mi, gdzie twój brat — a skrzydła moje zaniosą mnie ku niemu.

— Oto mi dziki gołąb doskonale wychowany! — wykrzyknął Orso, ściskając siostrę ze wzruszeniem, tworzącym kontrast z żartobliwym tonem, jaki silił się przybrać.

— Piosenka pani jest urocza — rzekła miss Lidia. — Musi mi ją pani koniecznie wpisać w mój album. Przełożę ją na angielski i każę dorobić muzykę.

Dzielny pułkownik, który nie zrozumiał ani słowa, dołączył swoje komplementy do zachwytów córki. Następnie dodał: