— Pułkowniku — rzekł młody człowiek, przybierając z powrotem minę serio — pozwól sobie dać dwie rady: jedna, abyś nigdy nie ofiarowywał Korsykaninowi pieniędzy, ponieważ zdarzają się między mymi krajanami ludzie dość niegrzeczni, którzy mogliby ci je odrzucić na głowę; druga, abyś nie dawał ludziom tytułów, o które nie proszą. Nazywa mnie pan kapralem, gdy ja jestem porucznikiem. Zapewne różnica niewielka, ale...
— Porucznikiem! — wykrzyknął sir Tomasz. — Porucznikiem! Ależ kapitan statku powiedział mi, że pan jest kapralem, zarówno jak pański ojciec i wszyscy w twojej rodzinie.
Na te słowa młody człowiek, przechylając się w tył, zaczął śmiać się z całego serca i tak ochoczo, iż kapitan i dwaj majtkowie zawtórowali mu chórem.
— Przepraszam pana, panie pułkowniku, ale qui pro quo32 jest w istocie cudowne; zrozumiałem je dopiero w tej chwili. W istocie rodzina moja szczyci się, iż posiada wśród swoich przodków kaprali; ale nasi korsykańscy kaprale nie nosili nigdy galonów. Około roku pańskiego tysiąc setnego kilka gmin, zbuntowawszy się przeciw tyranii wielkich panów, obrało sobie wodzów, których nazwali „kapralami”. Na naszej wyspie uważamy sobie za zaszczyt pochodzić od tych swego rodzaju trybunów.
— Przepraszam pana! — wykrzyknął pułkownik. — Przepraszam po tysiąc razy. Skoro pan tedy33 rozumie przyczynę mej omyłki, mam nadzieję, że zechcesz ją usprawiedliwić.
To mówiąc, wyciągnął rękę do młodzieńca.
— To słuszna kara mojej zbytniej dumy, pułkowniku — rzekł młody człowiek, śmiejąc się ciągle i ściskając serdecznie rękę Anglika. — Nie mam do pana ani odrobiny żalu. Skoro więc przyjaciel Matei przedstawił mnie tak licho, pozwól pan, abym sam dopełnił tej ceremonii. Nazywam się Orso della Rebbia, porucznik na pensji; jeżeli zaś, jak to przypuszczam, widząc te piękne dwa psy, przybywa pan do Korsyki celem polowania, będzie dla mnie wielkim zaszczytem czynić panu honory naszych gór i jarów... o ile sam ich nie zapomniałem — dodał z westchnieniem.
W tej chwili łódź dobijała do goeletki. Porucznik podał rękę miss Lidii, następnie pomógł pułkownikowi wgramolić się na pokład. Tutaj sir Tomasz, wciąż bardzo markotny z powodu swej omyłki i nie wiedząc w jaki sposób zatrzeć wrażenie swej nieprzyzwoitości wobec człowieka wiodącego się z roku 1100, sam, nie czekając przyzwolenia córki, zaprosił go na wieczerzę, ponawiając usprawiedliwienia i uściski dłoni. Miss Lidia marszczyła nieco czoło, ale ostatecznie dość była rada dowiedzieć się, co to jest „kapral”; gość nie był jej niesympatyczny, zaczynała nawet dopatrywać się w nim czegoś arystokratycznego, miał jedynie minę zbyt otwartą i wesołą na bohatera romansu.
— Poruczniku della Rebbia — rzekł pułkownik, skłaniając się w stronę młodzieńca angielską modą, z kieliszkiem madery34 w dłoni — widziałem w Hiszpanii wielu pańskich ziomków; była to bajeczna piechota w tyralierce.
— Tak, wielu ich zostało w Hiszpanii — rzekł młody porucznik poważnie, z zadumą w twarzy.