„Powiem ci jutro!”.

Gdy tylko nazajutrz młodzieniec wrócił ze szkoły, natychmiast począł prosić:

„Powiedz mi nareszcie!”.

„Powiem ci dzisiaj w nocy, po wieczerzy, gdy będziesz leżał w łóżku”.

„Dobrze!” — odparł i jął liczyć godziny dzielące go od nocy.

A królewna przysuła5 łoże jego białym kwieciem, napełniła wonnym olejem złotą lampę, zapaliła i postawiła u wezgłowia. Potem przystroiła włosy, wzięła przecudną szafirową szatę i usiadłszy, jęła liczyć godziny dzielące ją od nocy.

Kiedy małżonek królewny ukończył wieczerzę, nie mogąc nawet jeść skutkiem wzburzenia i niecierpliwości, i wreszcie znalazł się w złocistym łożu przysutym białym kwieciem, rzekł do siebie:

„Tej nocy niezawodnie dowiem się, kim jest piękna dama z pałacu o siedmiu bramach”.

Królewna posiliła się resztkami potraw, które pozostawił małżonek, a potem udała się, idąc powoli do komnaty sypialnej. Tej nocy miała dopełnić przyrzeczenia i powiedzieć mu, kim jest.

Kroczyła z wolna po stopniach ku łożu, a stanąwszy, pochyliła się nad młodzieńcem. Nagle spostrzegła, iż wąż skryty w kwiatach ukłuł jadowitym żądłem jej małżonka. I oto syn bramina, młodziuchny mąż jej, leżał na posłaniu z kwiatów blady, cichy i martwy...