— Rajczaranie, nie możesz pozostać w tym domu!
— A dokądże pójdę, o panie? — spytał Rajczaran zdławionym głosem i złożył błagalnie ręce. — Wszakże jestem starcem. Któż mnie weźmie do służby?
Żona Anukula odezwała się:
— Niech zostanie. Chłopak mój będzie zadowolony. Ja mu przebaczam!
Ale sędziowskie sumienie Anukula nie mogło się z tym pogodzić.
— Nie! — odpowiedział. — Tej zbrodni nie można mu przebaczyć. Sprzeciwia się to zasadom sprawiedliwości.
Rajczaran rzucił się na ziemię i objął nogi Anukula.
— Panie! — zawołał. — Pozwól mi pozostać! To nie ja! To Bóg ukradł twe dziecko!
Kiedy Anukul usłyszał, że Rajczaran składa swą winę na Boga, uczuł w sumieniu swym jeszcze większe oburzenie i odrzekł:
— Nie! Nie mogę na to zezwolić! Nie mógłbym ci odtąd w niczym zaufać. Popełniłeś zdradę!