Po drodze, niedaleko rzeki, spytała mnie Hemangini:
— Dlaczego nie masz dzieci?
Przerażona tym nieoczekiwanym pytaniem odparłam nieśmiało:
— Jakże ci powiedzieć? Bóg mi nie dał dziecka... Oto powód!
— Nie, to nie jest powodem! — rzekła szybko Hemangini. — Musisz mieć jakiś grzech na sumieniu. Spójrz na przykład na moją ciotkę. Jest również bezdzietna i rzuca się wprost w oczy, że serce jej jest złe. Ale jakież zło tkwić może w twoim sercu?
Zabolały mnie te słowa. Na pytanie o grzechu, co mą duszę obciążał, nie mogłam znaleźć odpowiedzi. Westchnęłam tylko ciężko i zawołałam spośród rozłogów mej pustki do Boga:
„Boże, ty wiesz dlaczego!”.
— Czemu wzdychasz, siostro? — spytała Hemangini ze współczuciem, a potem dodała wesoło:
— Nic sobie nie rób ze mnie... Nikt mnie nie traktuje serio!
I znowu śmiech jej rozgłośnie poleciał po falach rzeki.