Maszi poszła do sypialni Mani i padła, łkając na podłogę. „O przyjdźże, przyjdź!” — wołała. — „Bodaj ten jeden raz przyjdź, istoto bez serca. Spełń ostatnią prośbę tego, który ci dał wszystko, co posiadał. Umiera już! Nie zadaj mu ostatniego ciosu!”.
Dżatin posłyszał w korytarzu kroki i zawołał:
— Mani!
— To ja, Szombhu! Czy mój pan raczył mnie wołać?
— Powiedz twej pani, by tu przyszła!
— Kto ma przyjść, panie?
— Twoja pani!
— Jeszcze nie raczyła powrócić!
— Powrócić? Skąd?
— Z Sitarampury!