— Jedno mogę przyznać. W szczęściu nigdy nie byłem tyranem i nie dążyłem do pozyskania przemocą tego, co mi się należało. Ponieważ nie mogłem okłamywać samego siebie, przeto musiałem czekać długo. Ale może prawda na koniec okaże mi się łaskawa... Kto tu jest, Maszi? Kto tu?

— Gdzie? Nie ma nikogo, Dżatinie!

— Maszi! Popatrz no do drugiego pokoju. Zdawało mi się...

— Nie, nie, mój drogi! Nie widzę nikogo.

— Zdawało mi się zupełnie wyraźnie...

— Nie, Dżatinie! Nie ma nikogo. Uspokój się. Właśnie nadchodzi lekarz.

Gdy lekarz wszedł, powiedział do Maszi:

— Proszę nie przesiadywać tak ciągle przy chorym. Pani go drażni. Proszę się położyć spać. Mój asystent będzie czuwał.

— Nie, Maszi, nie puszczę cię!

— Dobrze, mój drogi. Będę siedziała cichutko w rogu kanapy.