Kiedy kochanek zapukał do drzwi...
Dopiero szelest kroków jego, gdy odchodził,
Zbudził cię ze snu... i narodziłoś się do życia, w ciemności...
— Maszi! Która godzina?
— Dochodzi dziewiąta.
— Tak wcześnie jeszcze? Myślałem, że musi być co najmniej druga albo trzecia w nocy. Północ moja zaczyna się zaraz po zachodzie słońca. Dlaczegóż więc chciałaś, bym spał?
— Wiesz przecież, jak długo nie spałeś i rozmawiałeś wczoraj. Dlatego powinieneś dzisiaj zasnąć wcześniej.
— Czy Mani już śpi?
— O nie, gotuje dla ciebie zupę.
— Żartujesz chyba, Maszi? Czy naprawdę gotuje?