Butelki z benzyną, których w dniu wybuchu walk Powstańcy mieli kilkanaście tysięcy, a które potem na bieżąco z dużą łatwością produkowali, budziły powszechny strach niemieckich załóg. Nie były wprawdzie w stanie zaszkodzić poważniej samemu czołgowi czy działu szturmowemu, wypalony pojazd zazwyczaj dawał się naprawić w polowym warsztacie i szybko wracał do linii, ale płonąca mieszanka przenikała przez szpary w pancerzu, po łączeniach włazów, klap, otworów obserwacyjnych, przez żaluzje silnika i często wzniecała pożary wtórne, a przede wszystkim powodowała poparzenia załogi, ze śmiertelnymi włącznie. Ta metoda walki piechoty z czołgami przypisywana jest powszechnie Finom z czasów Wojny Zimowej 1939/1940, ale tak naprawdę po raz pierwszy została zastosowana przez stronę republikańską w hiszpańskiej wojnie domowej i stąd nieoficjalna nazwa butelki z benzyną — „koktajl Mołotowa”.

Najlepszą zaś bronią przeciwpancerną zawsze była własna broń pancerna. Obok nieużytego bojowo „Tygrysa” na Ochocie, Powstańcy ze zgrupowania „Radosława” 2 sierpnia zdobyli (przez łut szczęścia, dzięki użyciu wiązki filipinek lub granatu ze zrzutów zwanego „Gamonem” albo dzięki celnemu strzałowi z PIAT-a w tył wieży jednego z czołgów — relacje są sprzeczne) dwa czołgi typu „Pantera”, które niemałym trudem udaje się naprawić i uruchomić. Jeden o nazwie własnej „Magda” (pierwotnie „Pudel”) i drugi o nazwie własnej „WP”. W załogach obok zupełnych amatorów ochotników znajdzie się trzech lub czterech przedwojennych pancerniaków. Oba czołgi będą wspierały działania Kedywu do 11 sierpnia, kiedy wobec kolejnych uszkodzeń, a przede wszystkim defektów instalacji elektrycznej, zostaną podpalone przed wycofaniem się powstańców z Woli w stronę Starego Miasta. Prawdopodobnie zresztą Niemcy później je wyremontowali i po naprawach oba wozy wróciły do linii po stronie Niemców. Bo czołg trafić, unieruchomić, wytrącić czasowo z akcji czy nawet ranić i zabić załogę — było względnie prosto. Ale jeżeli przeciwnik panował nad terenem, to taki czołg rzadko kiedy był stracony bezpowrotnie. Stąd te rozbieżności pomiędzy tym, co jedna strona zgłaszała jako czołg trafiony, a druga raportowała jako uszkodzony i tylko czasem „stracony bezpowrotnie”. Te liczby się od siebie różniły mniej więcej w stosunku 3 do 1.

Nie inaczej było z jednym z niszczycieli czołgów typu „Hetzer”53 ze składu 743 batalionu niszczycieli czołgów, który 2 sierpnia zdobyli żołnierze z batalionu „Kiliński”. Obrzucili go granatami, butelkami z benzyną i wóz częściowo się wypalił od środka, a z załogi przeżył tylko jeden Niemiec. Początkowo „Hetzera” osadzono jako fragment barykady, ale następnie mimo znacznych zniszczeń wywołanych pożarem wóz wyremontowano, odmalowano, nadano mu imię własne „Chwat” i oddano do dyspozycji dowództwa okręgu AK. Były plany użycia go bojowo, ale na to nie zgadzał się „Monter”, bowiem przejazd wozu wymagałby rozbiórki części barykad na jego trasie. Wóz stał na podwórcu Poczty Głównej, gdzie został zasypany gruzem w czasie nalotu 5 września. W tym samym mniej więcej czasie zgrupowanie „Krybar”54 traci wykonany przez Powstańców własnymi środkami wóz pancerny „Kubuś” zbudowany z płyt stalowych na bazie podwozia ciężarówki Chevrolet, również zasypany gruzem w rejonie ulicy Okólnik na upadającym Powiślu. Ewenement, unikat. Nigdzie indziej ruch oporu nie był w stanie zbudować własnego wozu bojowego.

W tym sensie, metaforycznym, odległym od pierwowzoru, Powstańcy w jakimś sensie rzeczywiście przeciwstawiali „Tygrysom” — vis, czyli z łaciny „siłę” i to bynajmniej nie siłę rozumianą wprost, jako przewaga technologiczna, przemoc. Ale to już nie na mój rozum.


Odrzucona propozycja

18 sierpnia 1944 roku, przekazując poprzez parlamentariuszy odpowiednie pismo do polskich linii, gen. Von Dem Bach-Zelewski podjął pierwszą próbę rozmów na temat kapitulacji Powstania Warszawskiego. W liście do dowództwa AK w Warszawie zaproponował żołnierzom AK poddanie się w zamian za potraktowanie ich zgodne z konwencjami genewskimi. Tę propozycję, podobnie jak inne, ponawiane co jakiś czas przez niemieckie dowództwo — Komenda Główna AK pozostawiła na długi czas bez żadnej odpowiedzi.

W tym czasie nie żyje już Tadeusz Gajcy55, Krzysztof Kamil Baczyński56 — co dla większości bohaterów tamtych zdarzeń nie ma wielkiego znaczenia. Tylko jeden z kolegów Baczyńskiego z batalionu, na pytanie obcego, kogo to się tak chowa z honorami, miał powiedzieć „Słowackiego!”. I nie żyje nie mniej niż 59. 400 (za ustaleniami A. Przygońskiego) mieszkańców Ochoty i Woli. Sowieci już nie przyszli z pomocą. Samoloty ze zrzutami od aliantów latają tylko z Włoch, pojedynczo, ponoszą straty. Kilka dni temu na Starym Mieście czołg saperski Borgward IV57, zdobyty przez powstańców i nieumiejętnie przez nich prowadzony, eksplodował zabijając nie mniej niż trzysta osób. Sama Starówka już jest odcięta od innych dzielnic. Będzie płonąć i konać jeszcze przez dwa tygodnie.

Z drugiej strony — za dwie noce zostanie podjęta próba przebicia się z Żoliborza na Stare Miasto, potem ze Śródmieścia na Stare Miasto, jeszcze upadnie umocniona PASTA58, a na początku września znowu będzie słychać huk sowieckich dział od Wisły.