Wreszcie porucznikowi „Ściborowi” udaje się o godzinie 17: 50 dotrzeć, unikając polskich kul, do linii barykad. Za nim linię przekracza pułkownik „Wachnowski”. Mają dziesięć minut. Docierają do willi przy ulicy Dygasińskiego 13, gdzie w piwnicy na noszach leży „Żywiciel”. „Wachnowski” pyta o jego zamiary, „Żywiciel” odpowiada — obrona do ostatka. Zapada cisza. „Wachnowski” przerywa milczenie:
— Z polecenia Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych nadaję panu, pułkowniku, Krzyż Orderu Virtuti Militari klasy V.
Po czym prosi pozostałych oficerów o opuszczenie pomieszczenia. Wtedy informuje „Żywiciela” o tym, że Niemcy deszyfrują wszystkie radiogramy, jakie wymienia z berlingowcami, że przebijanie się do Wisły w oczekiwaniu na przesuniętą rzekomo z 11:00 na 20:00 ewakuację będzie kolejną masakrą. Czas leci. „Wachnowski” mówi o potrzebie oszczędzania ludzi, mieszkańców, że „Bór”-Komorowski sugeruje kapitulację. Płynie minuta za minutą, aż wreszcie świeżo odznaczony orderem za męstwo na polu walki pułkownik Mieczysław Niedzielski unosi się na posłaniu i mówi:
— Zgadzam się...
O godzinie 18:19 zostaje przerwany ogień, o godzinie 23:00 oddziały na Żoliborzu składają broń. Garść ludzi przebija się na prawy brzeg. W ukryciu pozostaje kilkunastoosobowy oddziałek Żydowskiej Organizacji Bojowej177 z Markiem Edelmanem178, oni nie mogą liczyć na traktowanie jak jeńcy wojenni, dobrze o tym wiedzą. Ruiny Żoliborza opuszczą dopiero w listopadzie.
Powstańcze Polskie Radio nadaje tego dnia 30 września między innymi takie słowa (za A. K. Kunertem):
„Warszawa — zawsze nieugięta — nieodmiennie walczy. Dwa miesiące 44 roku — sierpień i wrzesień — przekreśliliśmy czerwoną wstęgą naszej krwi. Za wolność dwóch miesięcy po pięciu latach niewoli, oddaliśmy wszystko co posiadaliśmy [...]. O, bracia żołnierze, bijący Niemców na wszystkich frontach Europy, was wołamy z otchłani bólu Warszawy — przybywajcie. Warszawa wciąż jeszcze walczy”.
Że jest kto dowodzi, że walka trwa
Rankiem 1 października wchodzi w życie porozumienie między dowództwem Powstania a Niemcami o ewakuacji ludności cywilnej i zawieszeniu działań zbrojnych między godziną 5:00 a 19:00. W rękach Powstańców znajduje się już tylko Śródmieście, a w nim około 250.000 mieszkańców. Nie ma już oddziałów partyzanckich w Kampinosie, upadł Czerniaków, Żoliborz, Mokotów, milczy radiostacja 1 Frontu Białoruskiego. Nikt ze sztabu „Bora”-Komorowskiego nie wie, że żadna z wysłanych poprzez Londyn do Moskwy depesz do Rokossowskiego nie dotarła. Od 28 września nie ma zrzutów ze strony sowieckiej, od 22 września nie ma zrzutów z baz alianckich we Włoszech, od 6 września nie ma prądu, woda jest tylko ze studni kopanych na podwórzach kamienic. Paradoksalnie w tych dniach uzbrojenie Powstańców przedstawia się stosunkowo najlepiej. Już na Żoliborzu po kapitulacji jest mowa o przejęciu kilkuset karabinów zwykłych, kilkuset pistoletów maszynowych, kilkudziesięciu rusznic sowieckich i angielskich PIAT-ów, zapasów amunicji idących w dziesiątki tysięcy sztuk. Jedna trzecia obrońców Żoliborza miała sowieckie „pepesze”. W Śródmieściu wreszcie stany osobowe są zgrane ze stanami uzbrojenia. Broni jest mniej więcej tyle, ile potrzeba dla ludzi. Odpowiedzialne są za to nie tylko zdobycze wojenne oraz zrzuty alianckie i sowieckie, ale także ogromne straty wśród oddziałów. Stan uzbrojenia wzrósł, stany osobowe spadły.