aż się rozleci w kawały, i wszystko,

co mówię teraz, niechajby w łachmanach

przed głos ten przeszło, trzęsące się z zimna;

gdybyż na skargach poprzestać. Lecz oto:

oskarżam. Nie jednego tego, który

ciebie z twej własnej wydobył łupiny

(już nie odróżnię go, jest on jak wszyscy),

lecz wszystkich w nim oskarżam jednym: męża.

Jeśli gdziekolwiek we mnie bardzo dawne

dziecięctwo w głębi wznosi się, a nie znam