go jeszcze, może najczystsze dziecięctwo
dzieciństwa mego: niechaj nie wiem o nim.
Nie patrząc, pragnę urobić Anioła
zeń, po czym rzucić w najpierwsze szeregi
Aniołów w krzyku, by przypomnieć Bogu.
Gdyż to cierpienie trwa już nadto długo
i nikt nie zdoła mu sprostać; za ciężkie
jest dla nas zaplątane to cierpienie
zafałszowanej miłości, co, wsparte
na przedawnieniu i na nawyknieniu,