Zaledwie Harry zrozumiał to obraźliwe przemówienie, gdy napadł na niego generał.
— A tymczasem — rzekł — proszę iść za mną do najbliższego inspektora policji. Może pan oszukiwać prostego żołnierza, ale oko sprawiedliwości odczyta hańbiącą tajemnicę pana. Jeżeli mam żyć w nędzy na starość wskutek pokątnych intryg pana z moją żoną, przynajmniej nie zostanie pan bez nagrody za swą fatygę. I Pan Bóg, proszę pana, nie odmówi mi tej satysfakcji, że będzie pan skubał pakuły aż do śmierci.
Z tymi słowami generał wywlókł Harry’ego z pokoju i pośpieszył z nim do okręgowego urzędu policyjnego.
Tu (mówi mój autor arabski) kończy się godna pożałowania historia pudelka od kapelusza. Ale dla niefortunnego sekretarza cała ta sprawa stała się początkiem nowego, bardziej męskiego życia. Policja łatwo przekonała się o jego niewinności; pomógł on w poszukiwaniach i nawet zjednał sobie pochwałę jednego z naczelników oddziału detektywów za swą prawość i prostotę. Kilka osób zainteresowało się nieszczęśliwym młodzieńcem. Wkrótce odziedziczył pewną sumkę po swej niezamężnej ciotce w Worcestershire. Wtedy ożenił się z Prudencją i wsiadł na okręt, udając się do Bendigo, a jak inni twierdzili, do Trincomalce. Był zadowolony ze swego losu i ożywiony najlepszą nadzieją na przyszłość.
II. Historia młodego pastora
Wielebny Mr. Simon Rolles odznaczył się na polu nauk moralnych i teologicznych. Jego studium O chrześcijańskim poglądzie na obowiązki społeczne zyskało mu pewien rozgłos na uniwersytecie oksfordzkim; w kołach uczonych i duchowieństwa krążyły pogłoski, że Mr. Rolles opracowuje duży tom, poważną pracę o autorytecie Ojców Kościoła. Te ambitne zamiary nie dały mu jednak żadnego stanowiska i czekał ciągle na pierwszą swą parafię. Przechadzając się, trafił przypadkowo do tej dzielnicy i zachwycił się bogatą roślinnością cichych ogrodów. Pragnął samotności w pracy, mieszkanie było tanie, zawarł więc umowę z panem Racburnem, ogrodnikem z Stockdove Lane.
Codziennie, po siedmio- lub ośmiogodzinnych studiach nad św. Ambrożym lub Chryzostomem, przechadzał się wśród róż, pogrążony w medytacji. I była to najproduktywniejsza część jego dnia. Ale nawet szczery głód myśli i ważne zagadnienia czekające rozwiązania nie zawsze mogły uchronić umysł filozofa od drobnych wstrząśnień przy zetknięciu ze światem zewnętrznym. I kiedy Mr. Rolles spotkał sekretarza generała Vandeleur, obdartego i pokrwawionego, w towarzystwie swego gospodarza; kiedy ujrzał, jak obaj zmienili się na twarzy i dawali mu wymijające odpowiedzi, a zwłaszcza gdy sekretarz zaprzeczył swej tożsamości z miną zupełnie pewną siebie, wtedy momentalnie zapomniał o Ojcach i Świętych. Dał się unieść zwykłej poziomej ciekawości.
„Nie mylę się — rozważał — to jest niewątpliwie Mr. Hartley. Jak mógł popaść w takie tarapaty? Dlaczego nie przyznaje się do swego nazwiska? I co może mieć za interesy z tym brutalem, z tym czarnym charakterem — moim gospodarzem?”
Nowy szczegół zwrócił jego uwagę, przerywając mu medytację. Twarz pana Racburna ukazała się w oknie na dole, oczy jego napotkały wzrok pana Rollesa. Ogrodnik zmieszał się i gwałtownie zapuścił firankę.
„Może to wszystko jest w porządku — rozmyślał Mr. Rolles — może nic w tym nie ma, ale przyznaję szczerze, że mi się to wydaje podejrzane. Tych dwoje nie budzi zaufania i boją się wzroku ludzkiego i, jak mi Bóg miły, knują tam coś, jakąś niegodziwość”.