I obaj roześmieli się żartobliwie.
— Drugi warunek ma większe znaczenie — ciągnął dalej prawnik — dotyczy on pańskiego małżeństwa. Klient mój, dbając bardzo o szczęście pana, chce koniecznie pokierować wyborem żony pana. Koniecznie, rozumie pan — powtórzył.
— Proszę mówić wyraźnie — odparł Francis — czy mam się ożenić z pierwszą lepszą, panną lub wdową, białą czy Murzynką, którą mi poleci to niewidzialne indywiduum?
— Mogę pana zapewnić, że dobroczyńca pana będzie dbał, aby żona ta odpowiadała panu wiekiem i stanowiskiem — mówił prawnik — co do rasy, przyznaję, ten szkopuł nie przyszedł mi do głowy i nie pytałem o to; ale jeżeli pan chce, napiszę list o wyjaśnienie i w najbliższym czasie zakomunikuję je panu.
— Proszę pana mecenasa — rzekł Francis — pozostaje tylko sprawdzić, czy wszystko to nie jest najniegodniejszym oszustwem. Okoliczności są niezrozumiałe, powiedziałbym, prawie niewiarygodne. I zanim sobie tego nie wyjaśnię i nie zrozumiem, przyznaję, że z trudnością by mi przyszło przyłożyć rękę do tej umowy. W tym kłopotliwym położeniu odwołuję się do pana. Chcę wiedzieć, co jest na dnie tej sprawy. Jeżeli pan nie wie, nie może odgadnąć albo też nie ma prawa powiedzieć, to biorę mój kapelusz i wracam do banku, jak przyszedłem.
— Nie wiem — odparł adwokat — ale sprawa ta dla mnie jest zrozumiała. Ręka ojca pana i niczyja inna jest w tym wszystkim.
— Mój ojciec — zawołał Francis z pogardą — ten zacny człowiek! Znam każdą jego myśl i każdy grosz, który do niego należy.
— Pan źle rozumie moje słowa — rzekł adwokat — nie mam na myśli pana Scrymgeoura seniora, bo on nie jest pana ojcem. Kiedy przybył z żoną do Edynburga, pan miał rok zaledwie i dopiero od trzech miesięcy był pan pod ich opieką. Tajemnica była dobrze zachowana, ale fakt pozostaje faktem. Ojciec pana jest nieznany i sądzę, że od niego pochodzą propozycje, które czynię panu.
Trudno opisać zdumienie Francisa Scrymgeour wobec tej niespodzianej informacji. Był zmieszany i wykolejony i dał wyraz tym uczuciom.
— Proszę pana, po tylu nowinach tak zatrważających musi mi pan dać kilka godzin do namysłu. Dziś wieczorem dowie się pan, jakie powziąłem postanowienie.