Mówiła te słowa z uczuciem i spojrzeniem prawie macierzyńskiej dumy, co sprawiło wielką przyjemność biednemu Harry’emu. Oznajmił więc, że z radością wyświadczy jej tę przysługę.

— Jest to jeden z naszych wielkich sekretów — podjęła figlarnie — i nikt o tym nie powinien wiedzieć prócz mnie i mego sekretarza. Sir Tomasz zrobiłby straszną awanturę, a gdybyś wiedział, jak już zmęczyły mnie te sceny. O Harry, Harry, czy możesz mi wytłumaczyć, dlaczego wy, mężczyźni, jesteście tak gwałtowni i niesprawiedliwi? Ale po co się w ogóle pytam, wiem, że nie możesz mi odpowiedzieć; jesteś jedynym mężczyzną na świecie, który nic nie wie o tych haniebnych namiętnościach. Jesteś dobry i łagodny; dorosłeś do tego, aby zostać przyjacielem kobiety. I wiesz co? Myślę, że wszyscy są brzydalami w porównaniu z tobą.

— To pani — rzekł Harry — jest tak łaskawa dla mnie. Pani mnie traktuje, jak...

— Jak matka — dokończyła lady Vandeleur — staram się być matką dla ciebie. Albo — poprawiła się z uśmiechem — prawie matką. Boję się, że jestem na nią za młoda. Jestem raczej przyjacielem, drogim przyjacielem.

Zatrzymała się dość długo, aby słowa jej zdołały zbudzić oddźwięk w sercu Harry’ego, lecz i dość krótko, by nie pozwolić mu dojść do słowa.

— Ale wszystko to nic nie ma wspólnego z naszą sprawą — ciągnęła dalej. — Znajdziesz pudełko od kapelusza w szafie dębowej z lewej strony. Leży pod nim różowa szarfa, którą miałam na sobie w środę przy sukni koronkowej. Proszę je odnieść niezwłocznie pod tym adresem — i dała mu kartkę — ale proszę: pod żadnym warunkiem nie zostawiać go przed otrzymaniem poświadczenia z odbioru napisanego moją ręką. Zrozumiałeś? Proszę odpowiedzieć! To jest bardzo ważne, zechciej zwrócić na to uwagę!

Harry uspokoił ją, powtarzając najdokładniej jej instrukcję. Chciała mówić coś jeszcze, gdy nagle generał Vandeleur wpadł do pokoju, purpurowy ze złości, z sążnistym rachunkiem modniarki w ręku.

— Czy raczy pani spojrzeć na to? — krzyknął. — Czy obejrzy pani łaskawie ten dokument? Wiem dobrze, że wyszła pani za mnie dla pieniędzy, i spodziewam się, że mogę tyleż wydawać, co każdy inny człowiek w służbie czynnej. Ale, jak Bóg na niebie, nie dopuszczę do tej haniebnej rozrzutności.

— Panie Hartley — rzekła lady Vandeleur — sądzę, że pan rozumie, co trzeba zrobić. Czy mogę prosić, by się pan natychmiast tym zajął?

— Stój pan — rzekł generał do Harry’ego — słówko, zanim pan wyjdzie. — I zwracając się znów do lady Vandeleur: